Impel On Tour: Wrocław – część pewnie jedna z wielu :)

Do tej pory miasto, praktycznie przez nas nieodwiedzane. Pierwszy spacer zakończył się głębokim, szczerym uczuciem.

MIŁOŚĆ
No dobrze, może inaczej. Pierwszy wyjazd był taki, że niczego poza halą nie widziałyśmy.

1_male 2_male 3_male 4_male 5_male 6_male 7_male

Dopiero później było nam dane zwiedzanie.
Wiedząc, że mecz odbędzie się w dzień wolny od pracy padła szybka decyzja, że jedziemy tam wcześniej. Na noc. A co?! Decyzja nieco wymuszona przez inne uczucia „13”, a z drugiej strony przez zdrowy rozsądek. Jednodniowy wyjazd wymaga naprawdę 2 kierowców i dużo koncentracji. A tak był czas na regenerację.

O co chodzi z tymi uczuciami „13”?
Wrocław jest miastem, które za cel obrała sobie jedna z bratnich duszyczek z czasów LO. Tworzyliśmy zgraną paczkę. Wraz z Karolą, Iwonką, Łukaszami rozrabialiśmy na mojej stancji. Piękne czasy, ale nie do publikacji 😉  
Obecnie bardzo rzadko się widujemy.
Niemniej jednak mimo tak słabej częstotliwości spotkań jedno nam pozostało. Zaufanie, możliwość pogadania o pierdołach. Wspólny śmiech.
Dobra o tym później.

Gdzie się zatrzymać?
Najlepiej u bliskiej osoby. Jeśli nie macie nikogo takiego to szczerze polecamy Hostel Cilantro.

13_male

Położenie – rzut beretem od rynku, wyżywienie – check, wygodne łóżko – check, spokojny sen – check, prysznic – check.
Miejsce naprawdę na poziomie i na pewno jeszcze się tam pojawimy.
Przy okazji musicie wiedzieć, że nocując w Cilantro wspieracie Szymona Stawskiego, który za cel wybrał podróż dookoła świata!

„13” obrała to pierwsze rozwiązanie, czyli noc u koleżanki.

Rozpakowaliśmy nasze manatki, auto zostawiliśmy przed hostelem i ruszyliśmy na miasto gdzie umówiliśmy się z najlepszym przewodnikiem w mieście. Co robić we Wrocławiu? Szukać krasnali. A jak!
Później trzeba pogłaskać jęzor jakiegoś stwora, pokręcić się, nacieszyć oczy, pospacerować, uspokoić nerwy aż na koniec wybrać miejsce odpowiednie na wspólne rozmowy.
Wbrew pozorom nie jest to łatwe przy tak dużej liczbie lokali.
Lecząc zakwasy i chore gardła nie opuszczaliśmy naszej miejscówki aż do zamknięcia baru. Po tym wszystkim zebraliśmy się i ruszyliśmy w kierunku naszych noclegowni.

Jedni poszli grzecznie spać a „13”…
No właśnie.
O ile wyżywienie, łóżko i prysznic były, to gorzej ze spokojnym snem. Generalnie rok bez spotkania kończy się przegadaną nocą. No cóż. Dwie godziny szybkiej regeneracji były wystarczające. Resztę załatwiło dobre towarzystwo.

Pozostała część Szprychowej drużyny dołączyła z rana i razem popijaliśmy herbatkę doprowadzając dwie wariatki do życia. Dwie godziny później nastał czas dalszego zwiedzania z prywatnym przewodnikiem.

Kierunek Ostrów Tumski. No i znowu miłość.
Co prawda większy zachwyt budzi w nas zwykły wschód czy zachód słońca, jednak najstarsza część miasta naprawdę potrafi człowieka przekonać.

Co więcej, jest tam most, do którego kłódkę przypięło wielu zakochany. Ciekawe jak wielu z nich już z etapu „kocham” przeszło do „nienawidzę”.
„13” wraz z Iwonką uznały to za miejsce naprawy ich nieładnego zachowania. Wspólnie obiecały poprawę i … darowały sobie przypinanie kłódki. Złożyły swoje autografy. Tak naprawdę ich trwałość jest wątpliwa i na pewno mniejsza niż stalowych kłódek a jednak.

Wszystko zależy od nas nie zaś od kawałka złomu 😉 Pamiętajcie, słowne obietnice, materialne zobowiązania tak naprawdę nie sprawią, że robimy to co właściwe. Nie przyczyni się do umocnienia relacji. Działajmy i pracujmy.

Kolejne wyjazdy to konkretnie turystyczne wyzwania. Jeden wyjazd z kuzynem „13” – Wiktorem – skończył się wizytą na wieży przy Bazylice p.w Św. Elżbiety. Wysokość – 91, 46 m. Wcześniej wznosiła się na wysokość ponad 130 m. Co się wydarzyło? Wpierw wichura w XVI w, zaś w XX w. pożary przyczyniły się do konieczności kolejnych napraw. Wieża została otwarta dla zwiedzających dopiero w 1997 r. Na szczyty prowadzą  zakręcone schody, nie wiemy czy gorsze było wejście czy zejście. Jednak w obie strony bywało ciężko w szczególności, gdy doszło do mijania się z turystami z drugiej strony. Wszelkie ewentualne trudy wspinaczki z całą pewnością wynagrodzi Wam widok ze szczytu wieży!

Sky Tower (212 m.), położony przy ul. Powstańców Śląskich 95

  • punkt orientacyjny,
  • najwyższy budynek,
  • nowoczesna konstrukcja,
  • apartamentowiec,
  • centrum handlowe.

Generalnie jak zwał tak zwał. Nas głównie przyciągnął fakt, że jest to najwyższy budynek w… Polsce.
Beata ma lęk wysokości, zaś „13” lubi bujać w obłokach. Czyli idzie znaleźć jakiś punkt równowagi – na samym szczycie. 😛

Winda wjeżdża na górę w niecałą minutę (sprawdzone na Casio Baby-G ;)). W momencie, gdy wychodzimy z windy naszym oczom ukazuje się krótki korytarz a za nim niesamowity widok. Okna od podłogi aż po sufit sprawiają, że niektórzy z nas mogą poczuć się jak w pułapce, zaś inni jak w niebie. Strach albo poczucie wolności. A może zamiast „albo” należy użyć „i”?!
Podziwiając widoki znalazłyśmy kolejny cel ewentualnego zwiedzania – góra (górka) Ślęża. 😉 I żeby nie było za łatwo to można ją zdobyć rowerem. Teraz tylko czekamy na terminarz imprez i ewentualną prognozę pogody.
Jak podają źródła – 718 m. n. p . m  to już zawsze coś 😉 Na treningi jak znalazł.

Więcej o tym miejscu, jak również o samym Wrocławiu – mamy nadzieję, że w przyszłości.


– Szprychy w trasie –

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s