Sakwy pełne wszystkiego…

…czyli o tym co zabrałyśmy ze sobą na wyprawę, co się przydało i jak się sprawowało.Chciałyśmy przygotować kilka wpisów/ recenzji jednak skończyłoby się to wielką książką.
Pokrótce postanowiłyśmy przygotować mały poradnik.

Na samym wstępie warto wspomnieć, że nikt nie płaci nam za reklamę, sprzętu również nie dostałyśmy. Wszystko nabyłyśmy w drodze zakupu (poza nawigacją oraz kamerkami, które Świadomy Kierowca udostępnił nam do użytku podczas wyprawy). Nie zostałyśmy też związane napisaniem recenzji, a jednak podjęłyśmy się tego, gdyż wiemy jak wiele kosztuje człowieka przygotowanie do pierwszego wyjazdu.

Nawigacja

Garmin Etrex 20.
Gubić się lubimy i wiedzą o tym wszyscy. Dlatego robiłyśmy porządne rozeznanie pośród sprzętu nawigującego. Z góry dziękuję wszystkim za zaangażowanie i porady.
Pojawiały się również linki z modelami z górnej półki (czyt. osoby, która nie zarabia na wyprawie zwyczajnie na to nie stać). Jak się okazało nawigacja jaką Świadomy Kierowca udostępnił nam do testów była genialna i wystarczająca dla tak zaawansowanych użytkowników jak my.

Brak dotykowego ekranu? Wielki nam negatyw. Raczej plus. Szczególnie w sytuacji, gdy jeździ się w długich rękawiczkach. Może się zdarzyć, że faktycznie wersja dotykowa bywa bardziej funkcjonalna. Uzależnione jest to od warunków atmosferycznych i naszych umiejętności. Jeśli zastanawiasz się czy zainwestować więcej tylko dla wersji dotykowej śmiało powiemy, że Garmin to Garmin. Bubla nie kupisz nawet inwestując w nawigację klasyczną. Prawie nigdy nie gubi się w terenie, bogaty wybór map, przejrzystość, czytelność i ogromny plus czyli… zasilana bateriami, nie zaś przez USB.
Pierdoła?
W tych czasach mogłoby się tak wydawać. A jednak. Wierzcie nam, że łatwiej jest kupić baterie niż znaleźć prąd w gniazdku i poświęcać czas na ładownie baterii.
A jak z zasięgiem? Genialnie. Tak konkretnie oszalała tylko raz w polu wiatraków. W tym miejscu również telefony miały problem, więc należy na ten jeden incydent przymknąć oko.

Szczerze polecamy, na pewno nie pożałujecie! Co więcej? Planujemy zabrać ten model na nasze kolejne wyprawy!

Sprzęt foto

Olympus Tough tg-3
Wstępnie nie było planu zakupu aparatu, jednak Canon miał małą awarię przez co nie chciałyśmy ryzykować.
Jaki aparat wybrać, żeby nie ucierpiał podczas trudnych warunków?
Warto wiedzieć.
Aparat odporny na wstrząsy, piach, deszcz, rzucanie i zgniatanie. A przynajmniej tak reklamuje go producent.
Jak wygląda to w rzeczywistości?
Plaże były w naszych planach, deszcz może nie, ale wiadomo, że szczęścia nie mamy. Zgniatanie i wstrząsy… Czy musimy przypominać, że zdarzyły nam się wywrotki?
Aparat zdał egzamin.
Przetrwał złe warunki pogodowe, robił fotki niezależnie czy świeciło czy lało. Wisiał dzielnie na kierownicy i czekał na piękne okoliczności przyrody. Dowodem na te słowa są nasze galerie.
Bardzo dobrze rozbudowana funkcja zdjęć panoramicznych pozwala na wykorzystanie wyobraźni i tworzenie fotek z dwiema osobami nawet jak nie ma się statywu.
Synchronizacja z telefonem.
Aparat ma wbudowane wifi, dzięki czemu można połączyć go z telefonem i dzielić się zdjęciami na bieżąco!

Canon sd 1400 is
Jak się sprawował? Przed samą wyprawą miał małą awarię.  W chwili, gdy pojawił się problem serce “13” na chwilę przestało bić. Wiele lat wspólnie spędzonych na chwytaniu chwil, przemycanie na koncerty i tak nagle miało się to skończyć? Uff… awaria została wyeliminowana przez http://www.aparatserwis.pl/. Poza skutecznością trzeba przyznać, że zadziałali bardzo szybko – dziękujemy za pomoc!
Aparat mimo wieku dawał radę i pstrykał fotki, nagrywał filmiki.
Sprzęt nie zawodzi “13” od lat. Poza tym jest miło wspominany. Kiedy go wyciągamy Kaśka Skowrońska-Dolata reaguje: „O! To ten mały pomarańczowy aparat, który trzeba dociskać…”.
Jedyna wada? Nie jest wodoszczelny przez co często musiał siedzieć w ciemnościach sakwy (ale przecież zawsze można zainwestować w wodoszczelną obudowę).
Coś czujemy, że szybko się z nim nie rozstaniemy 🙂

Sakwy i wory transportowe
Ciekawy temat.
Rozważałyśmy kilka opcji:

  1. Sport Arsenal – wersja wodoszczelna
  2. Crosso
  3. Ortlieb.

Jak się dokładnie przyjrzycie cenom zrozumiecie czym kierowałyśmy się przy wyborze.
Crosso jest zdecydowanie wiodącym producentem w tej branży. Wielu jest takich, którzy krzyczą, że tylko i wyłącznie Ortlieb da radę na wyprawie, że lepsze mocowanie, że jakość…
Nie testowałyśmy, ale Crosso jest produkcją polską co już na wstępie plusuje.
Sakwy przetrwały może nie kosmiczne warunki, ale zaliczyły kilka wywrotek (na torach, na betonie, na piachu) i skończyły bez awarii.
Dodatkowo wyposażone są w odblaskowe paski! Świadomy Kierowca może być dumny z takiego wyboru.

Pakowanie
Niestety nie znajdziecie tutaj przegródek. Są to typowe worki, do których wrzucacie co macie, a później robicie wielkie wykopki, albo wykazujecie się pomysłowością i segregujecie swoje rzeczy w workach strunowych. Osobno kuchnia, osobno łazienka, osobno warsztat. W zależności od potrzeby wyciągacie to, co w danym momencie powinno być pod ręką. Nam te rozwiązanie sprawdziło się w miarę dobrze (musimy jeszcze dopracować listę rzeczy niezbędnych).
Jak wygląda wodoodporność? Producent ma stuprocentową rację. Sakwy nie przeciekają i można bezpiecznie przewozić w nich nawet elektronikę. Skąd to wiemy? Nie raz pisałyśmy, że poza wiatrem dokuczały nam opady deszczu. Nie jest ich mało na północy, w szczególności na początku maja. Mimo przeciwności jakie sprawiała pogoda, nic nam nie zamokło.
O mocowaniu sakw i samych bagażnikach też się sporo naczytałyśmy. Kolejne bzdury. Podobno bagażniki jakie są dedykowane linii Crosso są mało wytrzymałe – spore obciążenie nie przyczyniło się do jakiejkolwiek awarii. Co ciekawe, z porad internetowych dowiedziałyśmy się również, że sam montaż sakw jest skomplikowany. Jak się okazało, żadna to filozofia. Rozwiązanie jest proste a jakże genialne. Grunt, żeby zakładanie sakwy nie należało do prostych, delikatnych czynności. Trzeba solidnie naciągnąć sakwę. Nie może być luźna. Im łatwiej tym lampka pt.: „Coś jest nie tak” powinna być jaśniejsza.
Podsumowując: „Jeśli nie widać różnicy to po co przepłacać?” 😉

Śpiwory, namioty
Jeden namiot – Hannah Troll S 2 – nie rozbiłyśmy sprzętu, gdyż poszukiwanie dobra okazało się być sukcesem i ludzie chętnie nam pomagali.
Jednak możemy wypowiedzieć się trochę na jego temat.
Przetestowany został głównie na koncertach.
Przedsionek nie jest co prawda duży, można tam zostawić mniej cenne rzeczy, kuchenkę. Na upartego sakwy też by się zmieściły. Osobiście jednak tego typu bagaż przechowujemy w środku.
Wystrój wnętrza i powierzchnia
Dwie osoby zmieszczą się w namiocie spokojnie ze swoim dobytkiem (karimaty, materace, śpiwory, plecaki, zapas żywności na 5 dni).
Po bokach znajdują się kieszonki, w których możemy schować rzeczy, z których w miarę często korzystamy i nie chcemy przeszukiwać całego bagażu. U góry można zamontować „półkę”, do niej zaś latarkę dzięki czemu będziemy mieli oświetlenie górne i wolne ręce by np.b zjeść lub powalczyć z mapami.
U szczytu ulokowano otwory wentylacyjne, które można zamknąć (na rzep).
Tropik i mocowanie
Mimo podanej specyfikacji namiot na pewno wytrzymuje wichury i deszcze (sprawdzane na polu namiotowym podczas Festivalu Opener).
Waga – 3 kg,
Jeśli traficie – kupujcie.

Na wyprawie dwukrotnie spałyśmy w namiocie firmy Fjord Nansen Lima II. Jakie wrażenia? Podobne jak w przypadku namiotu marki Hannah.
Szybko się rozkłada, nie sprawia żadnych trudności, zajmuje mało miejsca, waga w granicach 3 kg. Wewnątrz również małe kieszonki i półka. Jak z przestrzenią?
Zbliżona do namiotu Hannah, jednak nieco mniejsza powierzchnia użytkowa. Mimo wszystko zmieściłyśmy się tam z 4 sakwami, 2 worami transportowymi i własnymi zadkami.
Również z czystym sumieniem polecamy
W tej cenie? Dobry wybór.
Nam kojarzy się z głupimi głupotami –

Oczywiście wykorzystałyśmy go również do klasycznych celów.  😉
Co jest najgorsze w spaniu w namiocie podczas wyprawy?
Fakt, że wstajesz skoro świt a na namiocie jest jeszcze rosa. Niestety nie zostało to jeszcze rozsądnie rozwiązane, w związku z czym wiozłyśmy namiot w częściach aby się przesuszył.

Zestawy naprawcze
Co wykorzystałyśmy na wyprawie?
Smar, klucze, spinki i skuwacz do łańcucha.
Dętka? Opony Schwalbe okazały się na tyle dobre, wkładka antyprzebiciowa zdała egzamin!
Jednak na dzień dzisiejszy jeśli chodzi o wyposażenie to wciąż byśmy zabrały ten sam zestaw, może nieco pomniejszony o ilość sztuk w danej dziedzinie.

Co jeść i jak dbać o siebie?
Tak naprawdę nadal nie wiemy jak optymalnie jeść. Jednego dnia pomagała nam gorzka czekolada, innego orzechy. Jednak następnym razem na pewno byśmy wzięły trochę mniej rzeczy.
Wyśmiałyśmy batony, po czym kupowałyśmy je masowo. Jeszcze przed wyjazdem „13” dostała całą pakę od koleżanki narzekając: „Na co taki zestaw?”. Uratował tyłek – Basiu dziękujemy!
Przez pierwsze dni tyłek niejednokrotnie ratowały nam również ciasteczka owsiane według przepisu Kingi Paruzel. Miód, płatki owsiane, banan – istna petarda. Po takiej dawce MOCy pedałowanie zdecydowanie było łatwiejsze.
Na pewno przydały się też takie tabletki jak magnez, potas czy rutinoscorbin. Nie zawiodła nas również glukoza! Bardzo ważna rzecz jeśli planujecie duże dystanse każdego dnia.
Taśm do kinesiotapingu nie użyłyśmy. Całe szczęście nie było potrzeby, jednak mrożenie kolana lodem w sprayu miało miejsce.
Krople do oczu? Koniecznie jeśli zdarzy się jazda bez okularów! Na początku, nie chcąc opalić się jak typowy kolarz, okulary wrzuciłyśmy do sakwy i … na drugi dzień miałyśmy ogromny problem ze wzrokiem.
Wapno? Koniecznie!! Prezesa dopadło jakieś uczulenie i wypił masowo ten produkt.
Całą resztę również zabierzemy na następną wyprawę, jednak w mniejszej ilości.
Dextro? Powinno być bez recenzji, ale… dostałyśmy od Martombike kilka kostek jakiegoś specyfiku tej firmy. Przydały się również, jednak nie wiemy czy wydałybyśmy własne pieniądze, by zaopatrzyć się w tego typu produkt. Za mało by coś więcej powiedzieć.

Łazienka

Pewnie z mniejszą ilością płynów ale jeszcze raz byśmy to wszystko spakowały. Czasami brakowało suszarki… (o prostownicy Prezes w ogóle nie wspomni :P)
Totalnie zbędne – podkładki na wc 😀

Elektronika
Samsung Solid – cudeńko, nie telefon. Miłość od pierwszego naładowania baterii. Gwarancja ciągłego kontaktu ze światem. Dostęp do fb, dostęp do internetu. Bateria przez 2 tyg była naładowana tylko raz.

Samsung Galaxy S5 – klasyczny smartfon, więc wytrzymałość baterii nie powala. Jako kieszonkowy komputer zdecydowanie dał radę.

Powerbank – warto zabrać jeśli ma się coś więcej poza wyżej wspomnianym Solidem.

Czołówki – lidlowskie dały radę, niewielka cena i wielka waga… Czy to ważne? Mało korzystałyśmy. Nie wiemy czy jest sens płacić setki zł za wychudzoną wersję.

Baterie. Zapas jak najbardziej potrzebny do nawi. W przypadku czołówek, lampek, licznika – okazały się zbędne. To były tylko 2 tygodnie…

Kamerki Redleaf

Temat zdecydowanie skomplikowany. Nie jesteśmy od krytykowania, jednak materiały nagrane tym sprzętem raczej nadają się do relacji z wypraw tworzonych przez laików.
Jeśli chcecie nagrać stan dróg i samą wyprawę – to już lepiej polegać na Canona i Olympusa. Kamerki nie mają stabilizacji obrazu, rejestrowały każdy ruch, każde drganie, w związku z czym montowanie na kierownicy nie ma żadnego sensu. Chyba, że chcecie jakieś bohomazy podziwiać.

I to by było na tyle. Jeśli macie jakieś pytania – piszcie śmiało w komentarzach. Na chwilę obecną nasza wiedza na temat tego co ze sobą zabrać a co odpuścić jest już zdecydowanie większa, więc chętnie się nią z Wami podzielimy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s