MARTOMBIKE….

…czyli o odzieży kolarskiej, która produkowana jest na naszym podwórku!

Planując wyprawę, początkowo nie myślałyśmy o zakupie profesjonalnej odzieży kolarskiej. Raczej jakieś spodenki z LIDLA ewentualnie coś w tym przedziale cenowym.
Jednak jedna z nas miała okazję testować takie gatki i niestety nie wspomina tego miło. Owszem, są dobre jak się jeździ 30 km, ale 130 to już ogromne cierpienie. Głównie dla zadka.

Po długotrwałej analizie kilometrów i trasy doszłyśmy do wniosku, że nie będzie lekko i trzeba poszukać. A szukanie do łatwych nie należy. Tym bardziej, że obie kochamy robienie zakupów…
Później rozpoczęły się wykopki w internecie i tak zupełnie przez przypadek trafiłyśmy na Martombike (warto dodać, że najpierw pisałyśmy do United Cyclist. Skoro tyle jeżdżą to doświadczenie mają! Ale się nie odezwali. Później dowiedziałyśmy się, że Jacek używał odzieży właśnie z okolic Poznania).
Do rzeczy.
Rozpoczęłyśmy od telefonu. Po rozmowie z Panią obsługującą zlecenia zostałyśmy przekierowane do szefa. Rozmowa była niezwykle miła chociaż z lekkim chaosem.
Ustaliliśmy, że spotkamy się, pogadamy i zobaczymy co da się zrobić i jakie rozwiązania na taki wyjazd będą najlepsze. Z tym spotkaniem to też nie taka łatwa sprawa. Trzeba się liczyć z tym, że szefowie firmy mają mnóstwo spotkań biznesowych, targów, wyjazdów. Ale cierpliwość potrafi przynieść owoce.
Po pierwszym spotkaniu wiedziałyśmy już dokładnie co chcemy. Włącznie z projektem graficznym. Wszystko zostało ustalone.

Jak to przebiega?

Najpierw wybieramy odzież. Po zatwierdzeniu wybranych modeli, grafik przygotowuje projekt. Tutaj mamy kilka możliwości. Oczywiście możemy sami przygotować wizualkę swojej indywidualnej odzieży, jednak pamiętajmy, że musi być ona w formie wektorowej!
Mając za dużo na głowie zdałyśmy się na Szymona. Żeby nie utrudniać sobie i jemu życia wybrałyśmy jedną z setek grafik jakimi firma dysponuje i troszkę ją spersonalizowałyśmy – logotypy, kolory, pseudonimy.
Po ustaleniu oczekiwań, grafik przesłał nam projekt na maila i tak nanosiliśmy małe poprawki, aż osiągnęłyśmy idealny efekt.
Dwa tygodnie później odzież była gotowa.

W sezonie okres realizacji zamówienia trwa znacznie dłużej – dlatego radzimy pomyśleć o tym w okresie zimowym! Poza tym, jak już w zimę kupicie ciuchy to w lato nie będziecie mieli wymówki „poszłabym/poszedłbym na rower, ale nie mam w czym”.

Modele testowane przez nas:

Kurtka Windy 301 – fluo

DSC_0103Chyba nasz ulubiony produkt. Szczerze powiedziawszy od pierwszego dnia nie rozstawałyśmy się z nią.
Już same testy, jeszcze przed wyprawą, sprawiły, że zakochałyśmy się w kurteczce. Sam wyjazd umocnił tę więź.
Materiał jest bardzo cienki, dzięki czemu kurtka jest lekka i można ją zdjąć, zwinąć i schować w kieszonce koszulki. Co prawda nie praktykowałyśmy tego, bo miałyśmy sakwy. Z tego punktu widzenia był to bardzo dobry wybór. W końcu bardzo się starałyśmy by mieć jak najwięcej miejsca i jak najlżejsze sakwy.
Co kurtki musiały znieść? Milion razy pisałyśmy: wiatr i deszcz, czyli ciężki klimat skandynawski. O dziwo poradziły sobie bez zarzutu.
Kojarzycie film „Poradnik Pozytywnego Myślenia”? Bohater grany przez Bradleya specjalnie zakładał na siebie worek. Okazało się, że poza skuteczną ochroną przed zjawiskami atmosferycznymi, wstawki pod pachami przyczyniają się do tego, że jadąc w 301 nie czujesz się jak w worku foliowym.
Jednak nie myślcie sobie, że 301 uchroni Was przed najgorszym. Jak każda odzież tego typu nie jest w stanie znieść wielogodzinnej ulewy. Także bądźcie wyrozumiali.
Jeśli jedziecie na wyprawę – warto w nią zainwestować.
Dostępna w 3 kolorach – czarna, biała oraz fluo.
Przydaje się również, gdy wybieracie się na rower wczesną wiosną lub jesienią, gdy poranki są jeszcze chłodne, ale nie tak by zakładać na siebie bluzy.

Obecnie dostępna jest jeszcze lepsza kurtka, więc jeśli możecie inwestować to zachęcamy do zakupu Kurtki 390 Ermes.

Koszulka model 250

DSC_0084 DSC_0096 DSC_0097
Damska wersja podstawowej koszulki 230. To, że podstawowa, nie oznacza, że słaba. Testowałyśmy dwie wersje. Jedna z nas miała zamek krótki, druga ¾. Początkowo byłyśmy zaniepokojone tym faktem, później jednak okazało się, że mogłyśmy przystać na sugestie jednego z szefów i wziąć koszulki z zamkiem rozdzielczym.
Dlaczego?
Kiedy chcesz skorzystać z WC a masz spodenki z szelkami, musisz zdjąć koszulkę. Zamek rozdzielczy by to znacznie ułatwił.
Jeśli chodzi o Martombike, to nie zawsze trzymają się reguł jakie są w ofercie i potrafią dostosować się do preferencji klienta.
Mimo wszystko w podstawowych konstrukcjach wiadomo, że unikają rozwiązań jakie stosują w swoich modelach z górnej półki. Dlatego modyfikacje wiążą się z dodatkowymi opłatami.
Koszulka zdała egzamin i zdecydowanie polecamy ten produkt. Dzięki paskowi silikonowemu u dołu nie miałyśmy problemu z podwijającym się materiałem. Tkanina jaka została użyta do produkcji naszych koszulek zdecydowanie spełnia oczekiwania użytkownika. Odprowadza wilgoć oraz bardzo ładnie oddycha. Po praniu koszulki szybko były suche. Trochę je wymęczyłyśmy – zakładałyśmy wór transportowy na plecy, czasami rower przenosiłyśmy zarzucając na ramię – nic się z nimi nie stało. Nadal nam służą.

Spodenki 573

DSC_0028Czyli ten najważniejszy element.
Szefowie powiedzieli, że lepiej będzie nam w męskich spodenkach. Skoro specjaliści tak mówią, to nie śmiałyśmy się z nimi nie zgodzić.
Czym różnią się od damskich? Szelkami oraz rozmiarem wkładki.
Tak naprawdę to pierwsze to kwestia bardzo indywidualna. Drugie – męska wkładka jest nieco większa w związku z czym podobno tyłek wygląda niekorzystnie. Halo?! Drogie Panie… Nicki Minaj i J.Lo robiły wszystko żeby mieć piękne pośladki 😉
W gatki panie krawcowe wszyły nam takie oto cudeńko

https://www.flickr.com/photos/martombike/15829239123/

I co?
Pierwsze 5 kilometrów było przykrym rozczarowaniem. Miałyśmy wrażenie, że coś jest nie tak, że źle leży. Po 5 km zapomniałyśmy, że cokolwiek tam mamy. Wkładka ułożyła się, tyłek oswoił z nowym produktem. Najpierw krótki test, później nieco dłuższe przejażdżki udowodniły nam, że był to dobry wybór.
Jedynym sms’em jakiego wysłałyśmy do Martombike podczas naszej wyprawy była wiadomość o zbliżonej treści “Spodenki i wkładka są genialne, nie rozumiemy, jak ktoś mógłby narzekać, że coś obciera”. Wiadomość została wysłana pod koniec wyprawy.

Wierzcie nam, obie co jakiś czas wzajemnie się wypytywałyśmy o stan zadka. Żadna nie zamarudziła, żadnych odparzeń i otarć! A weźcie pod uwagę że niejednokrotnie jechałyśmy w deszczu.
Obecnie, po testach, można nabyć spodenki z wkładką Martombike Laser Cut. Wyglądają co najmniej dziwnie i przedpotopowo, ale słyszałyśmy już tyle pozytywnych opinii, że kto wie…

Później miałyśmy problem z szelkami. I chyba do tej pory wewnętrzny spór z serii: “szelki czy bez szelek” nie został jeszcze rozwiązany.
Szelki utrzymują ładnie spodnie na tyłku, przypadkowe wskakiwanie i zaczepienie o siodło nie skończy się darmowym striptizem.
Minus – no te cholerne WC i konieczność ściągania koszulki by móc zdjąć portki.
Mimo wszystko na kolejną wyprawę chyba pozostaniemy przy modelu z szelkami…
A może tym razem bez? Hmmm. Pomyślimy.
Generalnie szelki same w sobie są bardzo dobre, nie ciągną, nie obcierają. Jeśli ktoś jest np wyższy ale szczupły – w Martombike nie ma problemu, by do spodenek wszyć przedłużane szelki – jest to ogromny plus. Indywidualne podejście do klienta. Coś czego nie dostaniecie w sieciowych sklepach.
Wykonane są z bardzo przyjemnego i superodpornego materiału. Skąd wiemy? Kilka upadków zaliczonych. W tym jeden na Tour de Garaż – udo i kolano jeszcze nie doszło do siebie. Ze spodenkami nic się nie stało (prędkość ponad 30 km/h i ślizg po betonie).
Dodatkowo, jak to na wyprawach bywa, śniadania w uroczych okolicznościach przyrody to śniadania czasami na kamieniach, czasami na drewnianych gałęziach – zero zaciągnięć.

Znacie te uczucie, gdy po 70 km wszystko zaczyna człowieka denerwować? W szczególności nogawki? Oj tak. Paski silikonowe, guma, ściągacze… To wszystko irytowało jedną z nas w starych gatkach. 573 ma nogawkę wykończoną taśmą AntySlip. Nie opina ona uda ale idealnie się dopasowuje i utrzymuje nogawkę na swoim miejscu. “13” ma w miarę delikatną skórę i często narażona jest na podrażnienia, alergie itd. Ta taśma nie powodowała żadnych negatywnych reakcji.
Spodenki mimo wielu kilometrów nadal są przez nas użytkowane!
Jeśli chcecie na czymś oszczędzać – niech to będzie koszulka. Spodenki są bardzo ważne!

Bluza 250.16

DSC_0059Kolejny genialny produkt. Tak szczerze na rowerze za bardzo nie musiałyśmy testować ze względu na akcesoria i 301.
Jednak na Tour de Garaż nie uległa zniszczeniu. Chroniła nas przed zamarznięciem w namiocie, gwarantowała niezły lans podczas spacerów.
Podczas testów pozawyprawowych okazało się że bardzo fajnie odprowadza pot, szybko schnie.

Rękawki A26 – zimowe, nogawki L26- zimowe

wykonane z odpornego materiału, nie uciskają i … wbrew pozorom i wszelkim wiadomościom jakie dostawałyśmy – nie zsuwają się z kończyn. Po kilku dniach użytkowania doszłyśmy do wniosku, że te negatywne informacje prawdopodobnie dotyczyły produktów innej firmy.

Ważne jest aby dobrze dobrać rozmiar.
U nas wszystko było ok, w związku z czym używałyśmy częściej niż bluzę. Zdecydowanie rękawki/nogawki + koszulka + 301 w warunkach pogodowych jakie zastałyśmy były wystarczającym zestawem.
Kolejny raz sprostały oczekiwaniom podróżnika. Chodzi tutaj o stosunek wagi i jakości do warunków.
Zdarzało się, że w chwilach, gdy na niebie pojawiało się słońce (bardzo rzadko) ściągałyśmy rękawki i na szybko wiązałyśmy na kierownicy. Bardzo wygodne i praktyczne rozwiązanie. Proszę sobie teraz wyobrazić, że macie na sobie bluzę i długie spodnie. Gdy robi się ciepło trzeba znaleźć jakiś zakątek rozpakować sakwy, odnaleźć krótkie spodenki, przebrać się… no i dorzućmy do tego wagę…

Jak widać MARTOMBIKE, mimo iż zajmuje się produkcją odzieży dla profesjonalnych kolarzy potrafi również sprostać oczekiwaniom jakie stawia turystyka rowerowa.
Do dzisiaj cieszymy się niezmiernie, że trafiłyśmy na Marka i Tomka.
Zdecydowanie odmienili Szprychowe losy, uratowali tyłki a nawet – po cichu – samą wyprawę.
Chłopaki – dziękujemy!
Wiemy, że na tym rynku jest wielu maruderów. Często przekonanych, że w chwili, gdy zapłacą setki “ojro” za odzież topowych marek, dostaną lepszy produkt. Nic bardziej mylącego. Warto zastanowić się… Chcemy odzież produkowaną w Polsce? Dobrej jakości? Czy masówkę pochodzącą tak naprawdę z Chin?

Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do Swarzędza na ul. Sikorskiego 13 (przypadek? :))
Ewentualnie na stronę internetową martombike.pl

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s