Pamiętnik wyprawowy – Dzień IX-XI – Malmö

Mogłoby się wydawać, że spanie na podłodze (i to wcale nie dlatego, że dzień wcześniej zaliczyło się mega dobrą imprezę), która wielkością nie odbiega od namiotu dwuosobowego, to żaden luksus, jednak nasza wyprawa uświadomiła nam jak ważne jest w życiu cieszenie się z małych rzeczy.

DZIEŃ IX

IXPo poprzedniej nocy, podczas której o mało nie zamarzłyśmy, warunki w których przyszło nam nocować w Mölle zakrawały na hotel 5*****. Bo jak inaczej nazwać pomieszczenie, w którym miałyśmy kuchnię, jadalnię, sypialnię, garderobę i przechowalnię bagażu w jednym? Fakt. Brakowało łazienki z toaletą, ale i to miałyśmy na wyciągnięcie ręki – albo inaczej, na założenie butów i wrzucenie na siebie bluzy. 🙂 (bo na wyciągnięcie nóg brzmi niekoniecznie optymistycznie). Znalazł się nawet zadaszony garaż dla naszych rowerów. Czego chcieć więcej? 🙂
Obudziłyśmy się dość wcześnie i rozpoczęłyśmy codzienny rytuał, który ku naszej uciesze trwał coraz krócej – wiecie – praktyka czyni mistrza 🙂
Po zjedzeniu ciepłej owsianki, przygotowaniu drugiego śniadania, zażyciu wszelkich specyfików, które miałyśmy w apteczce, spakowałyśmy nasze bagaże i ruszyłyśmy dalej.
Tego dnia chciałyśmy dotrzeć do Malmö, gdzie czekała na nas Agnieszka. Tak, tak – Polaków też spotkałyśmy na naszej drodze, a Aga zagościła w naszych wspomnieniach powyprawowych na zdecydowanie dłuższy okres czasu, bowiem spędziłyśmy u niej całe 3 dni.
Ale od początku.
Kiedy ruszałyśmy z Mölle, wiedziałyśmy, że nie mamy zbyt dużego dystansu do pokonania – niby 110 km, ale wszechobecne górki  i kilkakrotne opady deszczu, które spotkały nas po drodze, trochę zburzyły morale w zespole.
Prawda jest taka, że tego dnia miałyśmy jechać w zupełnie innym kierunku, jednak wiedziałyśmy, że warunki nie są sprzyjające. Szybki telefon do Agi sprawił, że nasze cztery litery zostały uratowane. Wiedziałyśmy, że tym razem, już do końca wyprawy mamy zapewniony dach nad głową. Albo raczej ciepłą podłogę pod tyłkiem.
Wróćmy do drogi.
Trasa przebiegała przez znane nam już Helsingborg i inne zimne krainy.
Poza tym, że czesało zimnem nie opuszczał nas deszcz.
Jak się miewały nasze rowery? Jak na taki dystans zadziwiająco dobrze. Do czasu. Może to nasza wina? Zbyt optymistyczne zaczęłyśmy świętować pierwsze 1000 km (jeszcze 10 km przed tym jak pojawiły się na liczniku). I tak, właśnie te kilka kilometrów przed pełnym tysiącem, Beacie strzelił łańcuch.
Okoliczności przyrody?
Deszcz i podjazd.
Niewiele myśląc zjechałyśmy za jakiś budynek, stojący w pobliżu ścieżki i wzięłyśmy się za naprawę. Kto oglądał film grozy pt “13 kilometr” wie, że nie są nam straszne takie awarie. Ok. prawda jest taka, że gdy tylko człowiek jest bardzo zmęczony nawet łańcuch staje się problemem. Ale bez zbędnego narzekania rozpakowałyśmy sakwy (jakże by inaczej :P) i przystąpiłyśmy do działania. Efekt? Szybki i pożądany. Poszło zadziwiająco sprawnie. A skoro już stałyśmy, uznałyśmy, że takie smutki trzeba zajeść, żeby wydzielić dodatkową porcję endorfin. Najlepsze w takiej sytuacji są ciasteczka korzenne. Te zrobiły na nas ogromne wrażenie. Tak nam zasmakowały, że przywiozłyśmy do kraju większą ilość. 🙂
Miało być trochę a poszło całe pudełko – ponieważ doszłyśmy do wniosku, że takie rozpakowane nie wytrzymają trudów podróży i zanim dojedziemy do Agi, całe się w tych sakwach pokruszą (każdy powód jest dobry :P). Oczywiście zostawiłyśmy troszkę okruszków dla sarenek i innych dzikich stworów.
Najgorsze, że w ferworze walki i pałaszowania zapomniałyśmy o naszym mini statywie. Przynajmniej tak nam się wydaje, bo do dnia dzisiejszego nie zlokalizowałyśmy tego sprzętu.

Wjazd do Malmö
Szalony, nieco zakręcony, zjazdy, skrzyżowania, podjazdy. Kierowanie się na wszystkim znaną wieżę. Aż na jednej ze ścieżek zostałyśmy zaczepione przez mężczyznę, który prowadził rower. Zapytał czy mamy pompkę, gdyż zeszło mu powietrze w tylnej oponie.
Wyprawa była o tym, że warto być dobrym i pomocnym, więc nie zważając na fakt, że pompka leży gdzieś na dnie w sakwie, ruszyłyśmy z pomocą.
Po wstępnych oględzinach pacjenta doszłyśmy do wniosku, że pompka na nic się nie zda, gdyż takiego wentylka jeszcze nie widziałyśmy. Niemniej jednak, życie trzeba ratować nawet, gdy ma się prawie 100% pewności, że nic z tego nie będzie. Próbowaliśmy na różne sposoby napompować oponę i…
po 15 minutach aktywnej walki, przesympatyczny Pan również stwierdził, że nic z tego nie będzie.
Najfajniejsze (tak, straszne słowo) były zwroty jakich używał mężczyzna. W wolnym tłumaczeniu:
„Rowerze, mój przyjacielu, dlaczego mi to robisz?”
Zabawne i jakże pozytywne.
Smutne, że nie pomogłyśmy, a jednocześnie podbudowane tym spotkaniem ruszyłyśmy do mieszkania Agi. Przemierzałyśmy dzielnice Malmö – wielokulturowego miasteczka – w poszukiwaniu naszej bezpiecznej przystani. Aż się udało. Stanęłyśmy pod klatką i…
…dzwonimy a tu nic. Aga nie odbiera…
Co teraz?
Poczekajmy.
Po chwili udało nam się zgadać. Koleżanka prowadzi również aktywny tryb życia i przed naszym przyjazdem wybrała się pobiegać.
Jakże miło jest pogadać w ojczystym języku… zwłaszcza po tygodniu migania i porozumiewania się innymi metodami 🙂
Już od samego początku załapałyśmy z Agą wspólny język i wiedziałyśmy, że kolejne dni będą ciekawe.
Po krótkim zapoznaniu się, postanowiłyśmy że szybko się ogarniemy i korzystając z wczesnej pory ruszymy w miasto trochę pozwiedzać okolicę. 🙂
Jak pomyślałyśmy, tak zrobiłyśmy.
Skoro już zatrzymałyśmy się w Malmö nieco dłużej warto troszkę o nim wspomnieć. Sam przejazd z jednego końca na drugi daje nam pogląd na sytuację ekonomiczną jak i społeczną tego miejsca. Ściera się w nim wiele kultur, jednak najbardziej zaskoczył nas fakt, że nie dostrzegłyśmy tam przemocy. W parkach organizowane są eventy z serii „polska niedziela” itp. Spacerując zatłoczonymi uliczkami, Aga zaprowadziła nas w okolice dyskoteki. Co w tym dziwnego? Ano to, że klub zlokalizowany był w… meczecie. Ciekawe, prawda? 🙂
Wymęczone całodzienną podróżą, odwiedziłyśmy jeszcze sklep w poszukiwaniu środka zapobiegającego zakwasom, i wróciłyśmy do mieszkania Agnieszki, w którym do późnych godzin nocnych poznawałyśmy się przy stole w kuchni. 🙂

DZIEŃ X

XPlanem był brak planów. Po nocnych rozmowach obudziłyśmy się dość późno, patrząc oczywiście na poprzednie dni, bo ok. 9. Zjadłyśmy śniadanie, w trakcie którego zapadła decyzja, że odwiedzimy Lund.
Plan to za dużo powiedziane. Zwyczajnie wszystko szło inaczej niż dotychczas zakładałyśmy, więc zdecydowałyśmy, że niech w końcu los prowadzi.
No i poprowadził tak, że po kilkunastu minutach pedałowania… dopadł nas deszcz. Bo jakżeby inaczej. Były dwie możliwości: jechać dalej albo wrócić do Agi i troszkę się poobijać co w naszej sytuacji fizyczno – psychicznej było zdecydowanie godne rozważenia.
Znacie nas. Jak już powiemy “A” to niestety ale jedziemy dalej. Kilometry dla Drużyny Szpiku i Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych trzeba nabijać!
Bardzo szybko – raptem kilka minut – zajęło deszczowi by przemoczyć nas do skarpet. Całe szczęście odzież z Martombike szybko schnie i jak tylko przestało padać, kręciłyśmy kilometry w szwedzkim wietrze by doprowadzić się do normalności.
Po jakimś czasie machania dojechałyśmy do Lund. Miasto z wielowiekową tradycją. Gdzie zjeżdżają się studenci z całego świata. Do tego należy dodać katedrę, która pamięta czasy koronacji duńskich władców. Z prostego równania wychodzi nam wręcz bomba. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Chcesz usiąść z książką na trawie i zapomnieć o świecie? Nie ma problemu. A może marzysz o spacerku starymi uliczkami wśród zgiełku oraz mieszanki języków? Proszę bardzo. To wszystko oferuje Lund.
Jeśli mówimy o ludności watro wspomnieć, że w rankingu jest pod tym względem w drugiej dziesiątce miast szwedzkich.

Wikipedia pisze:

Złota era miasta przypadła na okres średniowiecza. U progu XII wieku Lund było już dobrze rozwiniętym miastem, ośrodkiem handlu i rzemiosła oraz siedzibą największej duńskiej mennicy. W 1104 decyzją papieża Paschalisa II umieszczono tu siedzibę arcybiskupstwa na całą Skandynawię. (…) Od XIII wieku Lund było najważniejszym miastem Danii – to stąd arcybiskupi sprawowali władzę kościelną nad całą Skandynawią. Od XIII do XV w. w lokalnej katedrze odbywały się koronacje królów Danii. Ostatnia miała miejsce w 1406, kiedy koronowano żonę Eryka Pomorskiego, Filipę Lancaster. Z końcem średniowiecza Lund straciło jednak swoją rolę centrum gospodarczego Skanii na rzecz Malmö
(…)
Początek wieku XX upłynął w Lund pod znakiem szybkiego uprzemysłowienia: to wtedy na terenie miasta wyrosły siedziby kilku czołowych przedsiębiorstw szwedzkich.
(…)
Życie miasta koncentruje się w znacznym stopniu wokół Uniwersytetu w Lund (znanego także pod nazwą Regia Academia Carolina, Królewski Karoliński Uniwersytet), największego dziś ośrodka akademickiego w krajach nordyckich, kształcącego ponad 24 000 studentów pochodzących z krajów całego świata.
Znajduje się tam również najstarsze Muzeum Archeologiczne w Europie – Historiska Museet vid Lunds universitet, założone w 1805.

Z czym nam się kojarzy?
Z lodami. Ale o tym w dalszej części wpisu.

Pogoda jednak była na tyle zniechęcająca, że po umyciu podwozia w rowerach ruszyłyśmy w kierunku Malmö.
W mieszkaniu Agi zjadamy obiad – tradycyjne szwedzkie pulpeto – mielone plus paluszki rybne. Po obiedzie niebo zaczyna zmieniać barwy i zachęca nas do kolejnego wystawienia nosa poza mieszkanie. Pakujemy się na rower i lecimy w miasto.

Malmö, nasze piękne Malmö.
Musimy chyba powiedzieć, że darzymy te miasto sentymentem. Pomijamy mieszankę współgrających ze sobą kultur. Działa to genialnie. Jednak z tych wszystkich miejsc najbardziej zachęca nas wieża Turning Torso

Wikipedia kolejny raz:

Konstrukcja zbudowana jest na 9 pięciobocznych bryłach z pięcioma piętrami każda. Licząc międzypiętra budynek ma 54 piętra. Każde piętro ma blisko 400 m². Powierzchnia biurowa liczy sobie 4200 m² i znajduje się w dwóch najniższych modułach wieżowca.

Tak najbardziej naszą uwagę przyciągnął most łączący Szwecję z Danią.
Most. Jeden z etapów, do którego “13” chce wrócić. Siąść na ławce i podziwiać. Zatracić się.
Miał być zachód ale to nie jest taka prosta sprawa…
Tego dnia odkryłyśmy również stadion. Swedbank Stadion – miejsce, w którym gospodarzem jest Malmö FF. To tutaj swoją karierę rozpoczął wielki Zlatan Ibrahimović.
Posiedziałyśmy, sprawdziłyśmy szybkość łącza WI-FI, uzupełniłyśmy szprychowego facebooka i ruszyłyśmy do mieszkania.
Na kolacje były pomidory w prażonych migdałach z serem pleśniowym.
Gratis napój o smaku wiśniowym. 😉

DZIEŃ XI – w poszukiwaniu Trolli

XIZ tym poszukiwaniem lasu Trolli to tak naprawdę długa historia. Już przed wyprawą spędziłyśmy godziny na mapach googla próbując go zlokalizować. Jednak z marnym skutkiem. Wiedziałyśmy gdzie mniej więcej się kierować, ale dokładnej trasy nie zdołałyśmy wyznaczyć. Wiecie jak to z nami jest, mimo że często staramy się wszystko zaplanować, nie zawsze udaje nam się te plany realizować. Dziś wyznajemy zasadę, że najlepszym planem jest brak planów 😉

Czym właściwie jest ten las?

Jak podaje Andrzej Kobos:

W południowo-zachodniej Skanii (Skåne) w Szwecji, około 20 km na wschód od Lund, za Dalby, niedaleko Södra Sandby, znajduje się niewielki lecz niezwykły las zwany Trollskogen – Las Trolli.

Trolle były mitycznymi szalonymi stworzeniami, występującymi w skandynawskich sagach. Olbrzymy lub karły o groteskowym, odrażającym, wykrzywionym wyglądzie, zamieszkiwały pieczary w górach wśród swoich skarbów. Obdarzone wielką siłą, nieprzychylne, złośliwe, zwykle rabowały i czyniły ludziom wielkie szkody.

Najbardziej uderzającą cechą Trollskogen jest duża liczba niezbyt wysokich drzew o niezwykle powykręcanych pniach i konarach. Drzewa te, nazywające się tu trollbok, są jedną z odmian buka o nazwie vresbok (spiralny buk). System korzeni vresboka jest podobnie rozszerzony i pokręcony jak jego korona. Te spiralnie pokręcone buki rosną pośród prostych, smukłych buków i mniej licznych dębów. Charakterystyczne jest również to, że Trollskogen, a właściwie dolna jego część z takimi właśnie trollbokami, rozciąga się tylko w ograniczonym pasie szerokości około 500 m i długości mniej niż dwa kilometry. Poza tym pasem ziemi drzewa, głównie buki, mają znowu pnie i konary proste. Dosłownie już po drugiej stronie Smedjehusvägen, tj. drogi wzdłuż której ciągnie się Trollskogen, trollboki już nie występują i nie ma śladów, że zostały tam celowo wycięte). Podobno te trollboki rosły tam (szczególnie przy Smedjehus – kuźni) już za czasów, gdy Skania należała do Danii, tj. co najmniej we wczesnym XVII wieku.

Jak dla nas miejsce samo w sobie bardzo ładne, idealne na niedzielne spacery, jednak zdecydowanie nie było warte tego by fatygować się kilkadziesiąt km rowerami (no chyba, że ktoś ma ochotę złapać kleszcza – Beata musiała pojechać specjalnie tam, żeby pierwszy raz w życiu dostąpić tego wątpliwego zaszczytu – my to jednak mamy szczęście :)).

Żeby poprawić sobie nastrój zdecydowałyśmy, że po kolejnej wizycie w Lund wrócimy podziwiać zachód słońca nad Sundem.
Jednak przed powrotem zdecydowałyśmy, że poszukamy jeszcze jakiegoś sklepu w celu upolowania czegoś na obiad. Taaaa… jasne – głównym powodem były wspomniane wcześniej lody 🙂
Ale wiecie, nie są to byle jakie lody. Bo jadła je Sandra Bullock (którą, tak na marginesie, Beata wręcz uwielbia)  w filmie Miss Agent. Ben & Jerry’s Ice Cream!
Od kiedy „13” zasmakowała ich w Anglii nic nie było już takie jak dawniej. Gdy tylko pojawiły się na horyzoncie nadawała o nich ile się dało. Marudziła, że musi je zjeść – inaczej umrze. No i nastał ten piękny dzień, że ich skosztowała.
Najpierw genialnie prezentowała się z sakwą, którą wykorzystała jako torebkę. Nowy krzyk mody kolarskiej. Firma Crosso powinna być z nas dumna 😉
Następnie namówiła Prezesa na to by skosztować tego przysmaku.
Jaka była reakcja?
Początkowo „lody jak lody”. Po kilku kęsach Beata też przepadła.
Jednak smak smakiem. Warto również wspomnieć, gdzie my je jadłyśmy.
Miejsce nie byle jakie. Podłoga w supermarkecie wyposażonym w WI-FI. W związku z czym poza uzupełnianiem kalorii mogłyśmy uzupełnić nasz fanpage.
Nie ukrywamy. Ludzie patrzyli się na nas nieco dziwnie. Ale takie doświadczenie buduje. Wbrew pozorom podłoga w markecie jest inną perspektywą patrzenia na świat. Utożsamianą często z ludźmi z niższej/gorszej klasy. Bywało, że niektóre spojrzenia wręcz to sugerowały. Bywały również takie, które się do nas uśmiechały i dodawały energii.

Po powrocie do Agi, do godziny zero, czyli zachodu słońca, było jeszcze sporo czasu, więc stwierdziłyśmy, że zrobimy sobie sesję zdjęciową ze wcześniej już wspomnianą zakręconą wieżą… I właśnie wtedy, podczas wykonywania poleceń Kierownika, który starał się odpowiednio ustawić Prezesa do fotki, Beata stwierdziła, że dorobiła się poliozy. Czym jest ta przypadłość? Kto zna lub kojarzy Achmeda – Martwego Terrosrystę na pewno wie o co chodzi 😀 W konsekwencji rozbawiona “13” padła ze śmiechu na chodnik, czym wzbudziła niemałe zainteresowanie przechodniów. Prezes starał się dzielnie trzymać, jednak po chwili też skapitulował. Tak oto dopadła nas głupawka pod Turning Torso. 🙂

Kiedy w końcu się ogarnęłyśmy, stwierdziłyśmy że najwyższa pora znaleźć dogodne miejsce do obserwacji zachodu słońca. Odjechałyśmy kawałek i praktycznie tuż przy moście znalazłyśmy idealną miejscówkę. Usiadłyśmy na ławce, wcinałyśmy orzeszki, rozmawiałyśmy o trudach poprzednich dni i… czekając godzinę prawie przegapiłyśmy ten najważniejszy moment. Niestety nie trafiłyśmy na tak piękny zachód jak na grafikach googla, niemniej jednak ten był widziany naszymi oczami i chłonięty przez nasz, wciąż głodny widoków, umysł. Co więcej – to jest nasz zachód słońca i nigdy drugiego takiego samego nie będzie.
W drodze powrotnej zahaczyłyśmy jeszcze o stadion w poszukiwaniu internetu i… niestety wszystko co piękne – szybko się kończy. Tak też było z pobytem w Malmö, przy ostatnich promieniach słońca ze smutkiem wracamy do Agi, by spędzić ostatni wspólny wieczór. Smutkowi towarzyszy oczywiście i radość – nareszcie Bornholm!

cdn.

PS Cała galeria, ze zdjęciami w maksymalnej rozdzielczości, dostępna jest również tutaj: http://1drv.ms/1HSodKW

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s