Pamiętnik wyprawowy – Dzień VII – Kopenhaga i odpoczynek

Kolejny dzień naszej wyprawy rozpoczyna się zdecydowanie za wcześnie. Mimo ambitnych planów odespania dotychczasowych, wczesnych pobudek, wstajemy o 8 rano. Martina nie ma już w domu, jednak zostawił nam klucze i całe mieszkanie do dyspozycji.Tym razem na śniadanie serwujemy kanapki z szynką, serem i pomidorami (zdecydowanie pomidory były czymś co często zaprzątało nasze myśli).
Po śniadaniu szybko zabrałyśmy się za wybieranie odzieży, strojenie się (taki tam babski element). Można przecież wyjść na miasto bez czapki na głowie, w spodenkach bez pampersa, jednak wciąż w stylu wyprawowym – tym razem zwyciężyły koszulki Drużyny Szpiku.
Jeśli mówimy Kopenhaga na myśl od razu nasuwa się słynna przystań z XVII wieku, która powstawała przy wykorzystaniu rąk niewolników szwedzkich – nie no na pewno tak o tym miejscu nie myślicie. 🙂
Z całą pewnością łańcuch wygląda tak:
Kopenhaga -> Dania -> stolica -> Nyhavn -> kolorowe domki.
Bingo!
Jak to wygląda w rzeczywistości? Najpierw trzeba tam dotrzeć.
Zdecydowałyśmy, że dajemy odpocząć naszym pośladkom od siodełek i ruszymy pieszo – ten sposób przemieszczania się pozwala wiele zobaczyć (jak się później okazało, Beata solidnie odcierpiała ten wybór, bo o ile buty, które miała, nadawały się do pedałowania, o tyle już do dłuższego chodzenia – niekoniecznie).
No i zobaczyłyśmy, przede wszystkim genialne skrzyżowania i ścieżki rowerowe. Rozwiązania na tyle innowacyjne, co banalne. A jak ułatwiające przemieszczanie się rowerzystom, niejednokrotnie ratujące im życie.

Wędrując tak przez miasto dotarłyśmy w okolice muzeum, a następnie parku, w którym “13” zainspirowana “Grą o Tron” postanowiła, niczym Daenerys, zaprzyjaźnić się ze smokiem. Wyszło jej to całkiem nieźle, może figura i stylizacja nie ta, jednak smok uległ jej czarowi 😀

Nie chcąc odbierać zabawy dzieciom ganiającym wokół ruszyłyśmy dalej. No a dzieci – kolejny szok dla nas. W Danii młodzież spędza czas w parkach, na placach zabaw… Czyżby mniej czasu spędzały przy komputerach? Gwar, śmiech, krzyki, przepychanki czy nawet delikatne bójki, sprawiły że z utęsknieniem wróciłyśmy do dawnych czasów. Obecnie na podwórkach w Polsce często dominuje cisza, dzieci natomiast zajęte są siedzeniem na FB lub graniem w kwadratową grę. Rodzicom odpowiadają te rozwiązania, gdyż nie mają obowiązku – dziecko siedzi cicho, nie grozi mu żadne „zdarte kolano”, czy podbite oko. Niestety dzieci w tym samym stanie zapominają o relacjach z rówieśnikami.
Nie jesteśmy moralizatorkami. Tak jakoś nas naszło na relacjonowanie pewnych obserwacji.

Wracając do tematu.
Nyhavn.
Dotarłyśmy.
Jaka była nasza reakcja?
„Hmmm, to sławne coś to jest to?!”
Byłyśmy zawiedzione. Nie dość, że pogoda nie sprzyjała, przez co blask kolorowych domków udało się dostrzec tylko w momentach, gdy na sekundkę pojawiły się promienie słońca, to jeszcze dookoła gwarno. Turystów od groma – no ale co tu narzekać – przecież same byłyśmy tymi turystkami.
Handel pozostał, ciekawe co z innymi zajęciami (najstarszy zawód na świecie :P).

IMG_2243 IMG_2244 IMG_2245

(Jako miłośniczka książek dostrzegłam jednak potencjał tego miejsca. Po części rozumiem, dlaczego życiorys Hansa Christiana Andersena był tak burzliwy jak gwar na mieście.
Spacerując uliczkami jestem w stanie przenieść się do czasów, gdy wciąż obecny smród ryb roznosił się między budynkami, zaś w stolicy pojawiały się nowe osoby by spełniać swoje marzenia.)

Pojawiłyśmy się i my. A jak i my to…
…remonty. 🙂
Jeden z olbrzymich budynków przysłoniła nam ciężarówka Carlsberga. Niby zaburzyła wygląd a jednak tak podkreśliła i przypomniała nam gdzie aktualnie jesteśmy.

Pokręciłyśmy się po okolicach i skierowałyśmy się do Christiani. Bardzo zależało nam, by zobaczyć te państwo w państwie. Niezależne osiedle, które przez jednych określane jest jako miejsce ćpunów i prostytutek, zaś przez innych jako punkt, gdzie najważniejsze jest współdziałanie.
Niestety ulewa pokrzyżowała nasze plany. Stojąc pod daszkiem budki z hot-dogami patrzyłyśmy jak kolejny punkt wylatuje z listy.

No skoro nie pozwiedzamy to chociaż zjedzmy porządnie!
Wracamy do części kulinarnej.
Udałyśmy się do jednego z marketów w celu uzupełnienia zapasów. Nieco przerażone cenami zrezygnowałyśmy z porządnego obiadu w wersji “na słono”. A wszystko na rzecz naleśników. Właściwie… Nie wiemy czy te ceny nas przeraziły czy może zachęciła nas myśl o tym jak te naleśniki przyrządzimy.
Zrobiłyśmy zakupy i skierowałyśmy się do wyjścia, a tam ulewy ciąg dalszy.
My to jednak mamy “szczęście”. Postanowiłyśmy przeczekać pod daszkiem. Pech chciał, że obok stały genialne kwiatki, które „13” musi sobie koniecznie kupić. Z naciskiem na MUSI (tylko cały czas zapomina). Wyobraźcie sobie, że te kwiatki miały czekoladowy zapach. Kolejne zaskoczenie to… nie trzeba było ich nosem wciągnąć by poczuć tę woń – ona unosiła się w powietrzu.

Wróciłyśmy do domu i przygotowałyśmy naleśniki z bananami, masłem orzechowym i nutellą – niesamowite, pełne energii (i kalorii). Polecamy!
W momencie, gdy wciągałyśmy obiad Two Face (pies Martina) zaczął cieszyć się pod drzwiami. Pomyślałyśmy, że wrócił nasz gospodarz. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zobaczyłyśmy nastolatka.
Jednak nasze zaskoczenie ma się nijak w porównaniu z jego zdezorientowaniem. Chłopak był nieco zmieszany. Okazało się, że jest to syn Martina. Szybko wyjaśniłyśmy, że podróżujemy, a jego tata zaproponował nam pomoc. Chyba uwierzył nam na słowo, gdyż zabrał psa na spacer a nas zostawił w mieszkaniu.
Po obiedzie uszykowałyśmy ryż na kolację – trzeba korzystać z kuchenek i zlewu jeśli są pod ręką. Tonę pokarmu spakowałyśmy do naszej menażki.
Po tak miłym dniu, spędzonym w strefie komfortu (tak teraz strefą komfortu nie jest własne mieszkanie, lecz miejsce, gdzie można zregenerować baterie) trzeba ruszyć w dalszą drogę.
Zostawiłyśmy Martinowi list z podziękowaniami za pomoc – przyczepiłyśmy go magnesami do lodówki i …. wyszłyśmy.
Tego dnia nie miałyśmy wielkich planów związanych z dystansem. Wyjątkowo. Musiałyśmy dojechać do Helsingoru. Jak to już bywa – wiatr w dziób i górki.

(Po pracy w branży wiem już, że dobrym rozwiązaniem jest jazda na kole, którą stosujemy w chwilach, gdy jedna z nas już nie może. Niby nie jest to coś wielkiego ale zawsze jakieś delikatne odciążenie dla osoby jadącej z tyłu.)

Podwieczorek wciągamy w jakże uroczych okolicznościach przyrody – możecie wierzyć lub nie ale przez przypadek siadłyśmy na miejscu nr 13 w jednym z małych portów. 🙂

Helsingor okazuje się być przepięknym miejscem, w którym króluje duch Hamleta – wszystko za sprawą zamku. Piękny zachód słońca oświetla ściany tego, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO – czego chcieć więcej?
Może troszkę ciepła. W tym momencie już go nam brakowało i tak naprawdę nie wiedziałyśmy co nas czeka za kilka godzin.
Pozując tak, a to przy pomniku, a to na tle zamku, zorientowałyśmy się, że za chwilkę zamkną nam pole namiotowe. Pędziłyśmy ile sił w nogach i w ostatniej chwili udało nam się złapać właściciela.

Przemiły Pan również stał się częścią naszej wyprawy, gdyż udzielił kawałka trawy zupełnie za free. A widoki – przepiękne – woda tuż za krzaczkami.
Przypinamy nasze rumaki i rozstawiamy chatę – tym razem pomiędzy żywopłotem a kempingiem i namiotem sąsiada – tak aby nasze schronienie było osłonione możliwie z każdej strony.
Na kolację szalejemy – ryż z curry i kabanosy. Już wtedy było nam zimno i pochłaniałyśmy gorącą herbatę jak szalone. Wyzwaniem był moment ogarniania się.

Gdy udawałyśmy się do namiotu w oddali po drugiej stronie cieśniny już migotały latarnie Helsingborgu.

Położyłyśmy się spać i …

Znacie ten skecz kabaretu Neo-Nówka?

Szyszki i kable usunęłyśmy, jednak okazało się, że za żywopłotem są tory… Mimo iż powoli robiłyśmy się marudne z zimna to obie parsknęłyśmy śmiechem na dobre 10 minut.
Zabawa zabawą, jednak trzeba się regenerować.
Zasnęłyśmy i…

cdn.

PS Cała galeria, ze zdjęciami w maksymalnej rozdzielczości, dostępna jest również tutaj: http://1drv.ms/1JsFYBJ

Reklamy

One thought on “Pamiętnik wyprawowy – Dzień VII – Kopenhaga i odpoczynek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s