Pamiętnik wyprawowy – Dzień VI – Hot Kenyan tea on the floor

Dzień VI rozpoczęłyśmy pobudką w luksusowym domku. Miałyśmy do wyboru 6 łóżek, jednak każda z nas wybrała po jednym – aż tak pazerne nie jesteśmy (pazerne, nie pazerne – trudno się położyć na dwóch łóżkach piętrowych). Wolałyśmy zamknąć oczy i pozostać tak do poranka.Zdążyliście już poznać nasze zwyczaje – mimo iż wcześnie wstajemy, zdecydowanie długo (ZA DŁUGO) się zbieramy. Postaramy się poprawić to na naszym kolejnym wyjeździe, jednak nie możemy obiecać – wiecie jak jest, cały dzień w siodle to człowiek chce poleżeć później.
Na śniadanie zjadamy tradycyjną już owsiankę – tym razem była wersja na bogato, gdyż pływało w niej trochę witaminy C w postaci kiwi. Do tego kanapka z dżemem i tak najedzone…
…nie, jeszcze nie ruszamy.

Trzeba było najpierw się spakować, pomyć gary, zostawić porządek i nakarmić łańcuchy, które o dziwo, mimo ciężkich warunków, wciąż dawały radę.
W ramach podziękowań dla gospodarza (Mange tak!) wrzuciłyśmy do skrzynki na listy nasze naklejki oraz opaskę odblaskową “Drużyny Szpiku”. Rozrzucałyśmy i promowałyśmy ideę jak tylko się dało.

Celem tego dnia była Kopenhaga. Oczywiście nie byłybyśmy sobą gdybyśmy zaplanowały trasę “prosto do…”.

Møn pożegnało nas prawie tak samo jak i witało – wiatr w dziób, w szczególności na moście, który był jednym z naszych punktów krytycznych. Jednak energii dodawało nam wspomnienie o Antonio, który dzień wcześniej ratował nasze życie. Z tego co opowiadał również tego dnia wybierał się do Kopenhagi. Był zdziwiony, że planujemy pokonać ten dystans rowerem. Szczerze – chyba nie było osoby, która by się nie dziwiła, gdy opowiadałyśmy o swoich planach, w związku z czym jego reakcja nie była dla nas nowością.
Energia energią, rzeczywistość jednak jest ważniejsza – zdecydowałyśmy, że nieco okroimy trasę. Wciągnęłyśmy drugie śniadanie pod jakimś marketem (kupiłyśmy wtedy bardzo smaczną słodką bułkę z czekoladą… mmmmm).

IMG_2230 IMG_2231Nowością dla nas była też możliwość skorzystania z toalety w sklepie. Wystarczyło zapytać kasjerkę, a ta zaprowadziła nas na zaplecze i wskazała którędy do łazienki.
Byłyśmy nieco zszokowane – kto w Polsce zostawiłby turystów w pełnym magazynie?
Gdy już doprowadziłyśmy się do ładu, ruszyłyśmy by sprawdzić, gdzie powstaje jeden ze środków na zakwasy.
Najpierw na szybko wiatrak, a później już FAXE.

Miejsce bardzo malownicze, kolor wody wręcz hipnotyzujący (ostatnio modne, dwa sezony temu, hypnotajzing).
Urocze okoliczności przyrody = śniadanie.
Nie wiemy czy to posiłek, czy przyroda nas tak doładowały, ale zrobiłyśmy 33 km w godzinę – chyba rekord wyprawy.
Niestety w pewnym momencie ścieżki rowerowe stały się tak proste, tak gładkie, bez zakrętów, że “13” najpierw zaczęła intensywnie śpiewać co tylko jej przyszło do głowy, aż nagle zasnęła.

Nie wiemy czy ktoś z Was tego doznał, ale wierzcie nam – jest możliwe zaśnięcie na rowerze i pedałowanie. Gdyby nie szybka reakcja i czujność Prezesa, nie wiemy czy po jakimś czasie nie skończyłoby się to koniecznością użycia zawartości apteczki.
Z troską wręcz zmusiła “13”  do zjedzenia banana i glukozy w tabletkach (pierwszy raz na tej wyprawie).
W końcu jakimś cudem docieramy do Kopenhagi, gdzie…
…boimy się o własne życie!
Tam jest tylu rowerzystów, że trzeba sobie dokładnie przypomnieć jak poruszać się rowerem w tłumie. Może nawet powinny być szkoły jazdy jak na samochody.
Skrzyżowania specjalnie dla rowerzystów, osobne światła, osobne pasy ruchu. Genialne rozwiązania!
Z czasem odnajdujemy się w tym zgiełku i docieramy do mieszkania naszego hosta z couchsurfing – Martina.
Mężczyzna w średnim wieku, z pochodzenia Kenijczyk. Wielu z nas pewnie niechętnie skorzystałoby z takiego rozwiązania. Dla nas była to kolejna lekcja. Jak się okazało Martin był jedną z osób walczących o lepsze jutro dla swojego państwa. Jego biblioteczka wręcz zawstydziłaby przeciętnego człowieka. Cieszymy się, że pojawił się na naszej drodze. Była to ogromna lekcja zaufania.
Początki bywają trudne, z czasem jednak szło nam zdecydowanie lepiej i zaczęłyśmy się dogadywać z naszym gospodarzem.
Naszym marzeniem był prysznic. Prezes ma krótkie włosy i każdego dnia pozwala sobie na luksus jakim jest mycie głowy (nie “pozwala” tylko jest to wręcz konieczne :P). “13” musi się z tym wstrzymywać, jednak u Martina również dostąpiła tego zaszczytu.
Mimo, że Martin był łysy, odważnie udała się do niego z zapytaniem czy ma suszarkę.
Doznałyśmy szoku, gdy nasz gospodarz oznajmił, że jasne i oczywiste, że tak.
Skąd ten szok? A stąd, że wcześniej u kobiet z bujną czupryną nie znalazłyśmy tego urządzenia. 🙂

Na przełamanie dostajemy oryginalnego Carlsberga.

carlsberg

Tak, jest inny niż w Polsce. Co więcej, “13” wypiła pół i dziwnie się poczuła.
Początkowo myślałyśmy, że wykończyły nas kilometry. Jednak po bliższym zapoznaniu się z etykietą okazało się że, Carlsberg jest milion razy smaczniejszy i dwa razy mocniejszy od tego naszego.
Na kolację wciągnęłyśmy kurczaka ze szpinakiem – zielenina zawsze dobra.
I zaczęło się. Kto zna “13”, ten wie, że pije herbatę z dużego kubka (Prezes nazywa go wiaderkiem i już wie, że jak nie ma wiaderka to trzeba kilka szklanek od razu szykować).
Po zaparzeniu jednego z polskich produktów, Sandra została przyłapana w kuchni przez Martina, który przechwycił kubek, powąchał zawartość i zadał pytanie:
“Czy u was w Polsce rośnie herbata?”
Padała nieśmiała odpowiedź”
“Nie”
W ułamku sekundy napój herbatopodobny zginął w czeluściach odpływu. Martin oświadczył, że zaparzy herbatę prosto z Kenii. Konkretniej, z miejscowości, z której pochodzi.
W drodze do pokoju “trochę” się rozlało… “Hot Kenyan tea on the floor”
Żebyście widzieli jaki mieliśmy ubaw.

Mimo radości padłyśmy na łóżkach strasznie szybko. Tym bardziej, że w planach na następny dzień był odpoczynek i relaks – czyli dystans poniżej 50 km.

cdn.

PS Cała galeria, ze zdjęciami w maksymalnej rozdzielczości, dostępna jest również tutaj: http://1drv.ms/1f9Pv8M

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s