Pamiętnik wyprawowy – Dzień II: Wsiąść do pociągu…

Poranek wita nas chłodno, jednak nie ma się czemu dziwić skoro mamy początek maja i morze w odległości 100 m. Zęby latają same, nie mamy najmniejszej ochoty by wyjść ze śpiworów, o wystawieniu na zewnątrz namiotu czubka nosa nie wspominając.

Po półgodzinnej walce z samą sobą „13”, przekonywana przez Prezesa, że tylko marudzi i będzie dobrze, jakoś wyczołguje się z namiotu (w ramach wyjaśnienia – Kierownik miał zdecydowanie lepsze miejsce „do odlotu”, bowiem stacjonował przy drzwiach, a co za tym idzie miał większe pole do popisu i dlatego musiał się wyczołgać jako pierwszy).

(Jak powszechnie wiadomo miejsce te jest również idealne dla potencjalnej ofiary. Podobno jak chcą gwałcić i mordować to tych przy wejściu. ;D Tak przynajmniej mówiły mi koleżanki  z liceum jak byłyśmy na spływie, umieszczając właśnie mnie przy wejściu.)

Szybko się ogarniamy i od razu po wyjściu z naszej hacjendy staramy się zagotować wodę, żeby wypić coś ciepłego. Jednocześnie zabieramy się za przygotowanie śniadania.
A co na śniadanie? Kuchnia polsko-chińska, czyli ryż z kabanosami, a do tego bułka z serem, którą przygotowała nam wieczorem Dorota.
Od samego początku naszą uwagę zwrócił widoczek, który miałyśmy przed sobą. Był na tyle satysfakcjonujący, że gotowanie nabrało nowego znaczenia – Makłowicz się chowa… W oddali widać znowu morze i te przepiękne kredowe wybrzeże klifowe o powierzchni 2200 hektarów, znajdujące się w Parku Narodowym Jasmund.

Znów miałyśmy wystartować w miarę wcześnie (obudziłyśmy się zgodnie z planem), jednak już od razu nasze zamiary zweryfikowała rzeczywistość – bo namiot nie chciał schnąć (nocą osiadła na nim rosa). Na nic zdały się nasze starania suszenia go w promieniach wschodzącego słońca, po półgodzinnym oczekiwaniu (w tym czasie udało nam się zgarnąć cały pozostały sprzęt) stwierdziłyśmy, że to bez sensu.

(Czy wiecie, że nawet trzymanie namiotu w rękach, wykonywanie ruchów z serii kopnięta prądem w połączeniu z tańcem szamana pośród drzew  we wschodzącym słońcu nie pomaga w pozbyciu się rosy? Może gdyby ktoś to zauważył, to pomogłoby w załatwieniu pokoju z miękkimi ścianami bez zbędnych gadżetów w drzwiach.)

Składamy, nie do końca wysuszony, tropik, mocujemy go do wora transportowego i ruszamy w trasę (mamy nadzieję, że dosuszymy nasz dom na bagażniku w trakcie jazdy, a nawet jeśli się to nie uda, mamy przecież zapasowy :)).

Jedziemy w poszukiwaniu Sellina – i jak się pewnie domyślacie – to nie jest taka prosta sprawa ale…
…widok tak jak obiecywali – jest niesamowity. Było warto pofatygować się ten kawałek.

Kolejnym celem była Prora – której niestety nie ujrzałyśmy, gdyż pobłądziłyśmy w lesie, zawróciłyśmy. I gnałyśmy przez Rugię by przedostać się na ląd, co wcale nie było takie łatwe, ze względu na wiatr w dziób i wszechobecne górki. Właśnie wtedy morale w zespole bardzo podupadły, nastał kryzys, który tymczasowo zażegnany został przez…
…truskawkowy raj!

Każdy, kto zna „13”, ten wie że dla niej truskawki są najważniejsze. A tutaj wszystko było truskawkowe. Zaczynając od bramy, przez karuzele, krzesła, na parasolach kończąc. Do tego ten wszechobecny zapach truskawek… No po prostu raj!
Prezes truskawek nie lubi ale obłęd w oczach „13” chyba miał ogromny wpływ na decyzję o postoju (ja bym raczej powiedziała, że rozsądnym argumentem, przemawiającym za chwilą przerwy, był fakt iż w tym „raju” znajdowała łazienka – i to jaka… luksus pełną gębą! :D).

W czasie kiedy „13” zażywała „kąpieli”, na parking podjechała spora grupka rowerzystów.
Na widok naszych rowerów, a raczej szalika, który Sandra miała przyczepiony do wora transportowego, jeden z chłopców mówi:

– Patrz mamo! Polska!
– No to powiedz pani: „Dzień dobry!” 🙂

Taka sytuacja. Świat jest jednak mały…

Teraz zwracamy się do tej grupki. Jeśli przez przypadek trafiliście na naszą nakleję i śledzicie losy Szprych – dajcie znać.

Ogarniamy się i szybko podejmujemy decyzję, że przy okazji coś zjemy. A jak Rugia, to musiała być Fischbrötchen. Z dość dużą dozą ostrożności zakupiłyśmy buły ze śledziem i dodatkami, które nie dość że wyglądały imponująco, to wbrew naszym początkowym obawom, smakowały jeszcze lepiej – tego nie da się opisać, to po prostu trzeba poczuć! Zdecydowanie polecamy! Chętnych zapraszamy do nas – przygotujemy podróbę tego luksusowego produktu!

Najedzone, odświeżone, ruszamy dalej – przed nami przecież jeszcze długa droga, ale mimo szczerych chęci zostałyśmy tego dnia pokonane przez górki i wiatr. Przyroda boleśnie zweryfikowała nasze plany i mimo, że walczyłyśmy do ostatniej kropli potu, po powrocie na stały ląd musiałyśmy się poddać. Powód? Byłyśmy spóźnione kilka godzin, a właściwie to kilka dni…

Chyba trochę przeceniłyśmy własne możliwości, ponieważ na tamten czas przejechanie 160 km w takich warunkach terenowych, jakie zastałyśmy, z takim obciążeniem i biorąc pod uwagę naszą formę było raczej nierealne (chociaż może za szybko się zniechęciłyśmy?). Żeby nadrobić stracone kilometry i kolejny dzień zacząć planowo wsiadłyśmy w pociąg za miliony monet (pochłonął połowę naszego budżetu przeznaczonego na Niemcy) i dojechałyśmy do Rostock, gdzie w momencie przyjazdu, jakby tego było mało, nie miałyśmy jeszcze noclegu ogarniętego.

Jakież było nasze przerażenie, gdy wyszłyśmy z pociągu. Temperatura znowu dała o sobie znać. Gęsia skóra na ciele, zęby znowu latały, nie pozostało nic innego jak podjęcie szybkiej decyzji – „Śpimy na dworcu i udajemy, że czekamy na poranny pociąg”.

Tutaj zaczęło się wymyślanie scenariuszy do filmu pt.: „Co powiemy jak nas odpowiednik naszych SOKistów zaczepi?”. Wersji było kilka.

  1. Udawanie obcokrajowców (innych niż Polacy) – co z pewnością by się nie sprawdziło – powód oczywisty – flaga na sakwie, flaga na bluzie… itd.
  2. Wersja bezpieczna – śpimy na zmianę (pytanie, która pierwsza zasypia, jak długo śpimy).
  3. Udajemy, że czekamy na pociąg, który ma nadjechać z samego rana – wydaje się idealne, ale co mówimy jak zapytają czy mamy bilety.
  4. Zostałyśmy okradzione i czekamy na pomoc znajomych.

O tym wszystkim pomyślimy później – są ważniejsze rzeczy, gdyż…
Wpierw trzeba zjeść coś na rozgrzanie. I wierzcie nam, nic nie smakuje tak dobrze jak kisiel instant z dodatkiem suszonej żurawiny – przepis autorski, modyfikowany w zależności od produktów znajdujących się w zasięgu ręki. 😛
Wyszłyśmy przed budynek rozpakowałyśmy sakwy i odpaliłyśmy kuchnię na jednej z ławek, opatrzonej tabliczką “Szczecin”. Podgrzewając ciała, prawie, że w domu, „13” zdecydowała się na ubranie dodatkowej warstwy odzieży – tak „na widoku” – w końcu dokładała a nie rozbierała się, więc raczej nie robiła nic gorszącego.

Najedzone, przebrane, stwierdzamy, że przed pójściem spać w naszym apartamencie mieszczącym się na dworcu, zrobimy sobie szybki tour po mieście – zwiedzanie, to jest to, co „13” lubi najbardziej… 🙂

Nie zdążyłyśmy odjechać za daleko i zadzwonił telefon. Marta, kuzynka Sandry, przekazała nam chyba najlepszą, tego dnia, wiadomość: „Mamy dla Was nocleg!” (znaleziony dzięki couchserfingowi). Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak ważne jest takie wsparcie podczas wyprawy, w szczególności gdy morale spadają i tak do końca nie wiesz co ze sobą począć.

Natychmiast wpisałyśmy adres w naszego GARMINa, obrałyśmy wskazany kierunek i ruszyłyśmy prosto do naszego apartamentu, gdzie przywitało nas 2 facetów.
Wniosłyśmy rowery na 3 piętro (Polaaaczki – jeszcze wtedy nie wiedziałyśmy, że tam jest bezpiecznie).

Szybko bierzemy prysznic, wciągamy kanapki i świat zaczął nabierać barw.
Mimo zmęczenia, wbrew pozorom nie zasypiamy tak szybko, bo przecież trzeba się jakoś ogarnąć 😉

No i wiecie, że szybko w naszym wykonaniu trwa zdecydowanie dłużej niż długo u przeciętnego człowieka… 😉

cdn.

PS Cała galeria, ze zdjęciami w maksymalnej rozdzielczości, dostępna jest również tutaj: http://1drv.ms/1emEDVx

Reklamy

One thought on “Pamiętnik wyprawowy – Dzień II: Wsiąść do pociągu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s