I jak tu nie biegać?

Albo raczej: „I jak tu biegać?”. Za oknem szaro, buro i ponuro. Pogoda w ostatnim czasie nie pozostawia złudzeń – zima coraz bliżej. Biorąc pod uwagę, planowany termin naszej wyprawy nie jest to dla nas korzystna sytuacja. Bo jak tu budować formę kiedy na samą myśl o wyjściu na trening w takich warunkach robi się jakoś tak smutno? Kiedy na dworze ciemno, zimno i do domu daleko?

Od jakiegoś tygodnia, codziennie po przebudzeniu myślę sobie: „Dziś jest dobry dzień żeby zrobić sobie wolne, żeby odpuścić, w końcu regeneracja też jest bardzo ważna.”, „Po pracy dziś nigdzie nie wychodzę, w końcu mam jeszcze tyle rzeczy związanych ze Szprychami do nadrobienia, a terminy gonią.”, „Nie, dziś nikt nie jest w stanie zmusić mnie do wyjścia z domu żeby pobiegać. Przecież jeśli raz odpuszczę – nic się nie stanie!”. I wiecie co? Za każdym razem, takie myśli krążą mi w głowie do godziny 15:30.

Kiedy wracam po pracy do domu praktycznie od razu wskakuję w strój treningowy i wychodzę.

W tym przypadku, w okresie jesienno-zimowym, przy moim trybie pracy, takie działanie zdecydowanie ma sens. W końcu im szybciej wyjdę – tym szybciej wrócę i przy okazji myśli, że to co robię (przy takiej pogodzie) jest absolutnie bez sensu, nie zdążą mnie zniechęcić. 1:0 dla mnie.

Kiedyś wyznawałam zasadę: “Nie chcę ale muszę.”, dziś dostosowałam ją do swojego przypadku – Może teraz już tak bardzo nie muszę, ale na pewno chcę. Dlaczego? Żeby nie doprowadzić do sytuacji, w której będę chcieć a nie będę móc. 🙂

Dbanie o siebie i i swoje zdrowie jest bardzo ważne. Teoretycznie wiemy o tym wszyscy. A praktycznie? Coraz więcej dzieciaków nie uczestniczy w szkołach w zajęciach wf, coraz więcej młodych ludzi spędza każdą wolną chwilę przed komputerem, a dorośli, którzy powinni być dla nich wzorem, bo jak wiadomo przykład idzie z góry, są tak zajęci pracą i robieniem kariery, że nie potrafią nawet o siebie zadbać a co dopiero świecić przykładem. A prawda jest taka, że wcale “nie trzeba być kimś wielkim by zacząć o siebie dbać. Ale trzeba zacząć o siebie dbać, by kimś wielkim zostać.”

Ostatnio „tylko” (a może i „aż”) regularnie biegam.

No właśnie. Bieganie. Kiedyś na samą myśl o tym żeby w ogóle wyruszyć w trasę miałam już stan przedzawałowy, zawiązanie butów wprowadzało pewną zadyszkę a po przebiegnięciu 1 km byłam niewydolna krążeniowo (Dlaczego tak było? Część z Was na pewno się domyśla, kto nie ma pojęcia – odsyłam tutaj: Szczerze jak na spowiedzi). Taka sytuacja. 🙂

Gdyby ktoś wtedy stwierdził, że przebiegnę 5 km bez zatrzymania, że w ogóle przeżyję taki dystans, to chyba bym go wyśmiała. Dziś jest inaczej. 5 km to norma. Mało tego. Bieganie zaczęło sprawiać mi niesamowitą frajdę, a biorąc pod uwagę, że aktualnie mogę pomarzyć o długich wypadach rowerowych po pracy – takich co najmniej 50 km, stało się świetną alternatywą jeśli chodzi o zbudowanie formy na przyszły rok. I mimo wszelkich przeciwności w postaci: deszczu, wiatru, zimna, niedługo pewnie też śniegu (o psach, które tylko czekają na jakiegoś biegacza, nie wspomnę), będzie trzeba zmobilizować się do treningu.

Na szczęście ktoś bardzo mądry powiedział mi jakiś czas temu: „Jeżeli bardzo nie chce Ci się biegać ubierz tylko buty, wyjdź przed dom i znowu zadaj sobie to pytanie. Za każdym razem pobiegniesz dalej.”. Sprawdzone, potwierdzone, działa. 1000% racji. I wiecie co? Dobrze jest mieć wokół siebie osoby, które w odpowiednim momencie potrafią dać takiego solidnego kopa, że trudno po nim bezpiecznie wylądować. 🙂

No ale zanim wejdziemy w Nowy Rok i zegar wybijający dni do naszego wyjazdu zdecydowanie przyspieszy, 7 grudnia na poznańskiej Malcie czeka nas charytatywny Bieg Mikołajów, w którym startujemy. Co prawda “13”, ze względu na pewne problemy z kolanem, nie będzie w stanie przebiec tego dystansu, jednak pojawi się na starcie. Plan jest taki żeby chociaż przejść tą trasę – rozwiązanie o tyle dla mnie korzystne, że ktoś będzie nade mną czuwał i w chwili kryzysu może dociągnie mnie do mety. Wiecie jak to jest. O interes trzeba dbać. 😛 A z Kierownikiem chyba nie zginę…

Chociaż, biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe przygody, nie jest to taka oczywista sprawa. No ale podobno kto nie ryzykuje, we Wronkach nie siedzi, więc może jakoś się tam nie pozabijamy.

Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie – nigdy nie jest za późno na to, by zacząć walczyć o siebie.

– Prezes –

Tak. Z Kierownikiem nie zginiesz, bo całe nieszczęście ja przyciągnę, czyli…
…klasycznie już pojawiam się ja – „13”.

Wierzcie mi, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. (Tak w ogóle to śmiałyście się w Szczecinie, że dopadł mnie SKS 😛 – no bo Cię dopadł – PESELu nie oszukasz 😛).
Szczerze powiedziawszy dzisiaj troszeczkę podcięto mi skrzydła. Już cieszyłam się, że w końcu mogę biegać, jeździć, pływać. A tu taki news. Poziom zniechęcenia wzrósł kilkakrotnie (a i to mało powiedziane). Bo przesuwanie tej granicy, która powstała w mojej głowie po nieszczęśliwym wypadku było dla mnie ciężką pracą. Ogólnie tamten okres był dla mnie bardzo trudny i jak to z przeszłością bywa – ciągnie się.
Z tego miejsca serdecznie dziękuję pracownikom naszej służby zdrowia, którzy po rekonstrukcji kości śródstopia (czy co oni tam robili), powiedzieli „Rehabilitacja nie przysługuje”, „Pani jest młoda, to siłą rzeczy się to rozrusza”. Jak się okazuje – byli w błędzie. Może i się rozruszało, ale nie tak jak powinno. Także, moi kochani, teraz poza stopą i barkiem, z zawiasów wyskakuje mi kolano.
Jednym słowem mam problem z więzadłami i teraz pracuję nad doprowadzeniem się do stanu normalności. Mam nadzieję, że kolejna wizyta na „warsztacie” jednak przyniesie pozytywniejsze wieści.
Podobno nie powinnam biegać. „Wpisowe” w Biegu Mikołajów nie podlega zwrotowi. Napisałam z zapytaniem, czy jest szansa by przelać w takim razie tę kwotę na konto fundacji. Czekamy na odp – jeśli się nie pojawi – to wypatrujcie mnie na starcie. Prezes w razie czego doniesie mnie do mety, albo po mnie przyjedzie jak gdzieś utknę 😉

PS Pamiętajcie by walczyć o rehabilitację po kontuzjach!
PPS Uważajcie na psy! Prezes wczoraj został zaatakowany przez coś, co wielkością przypominało bernardyna. Na szczęście skończyło się na drobnych zadrapaniach i wielkim strachu.
PPPS Drodzy Właściciele czworonogów – pilnujcie swoich pupili. To, że w Waszej obecności wydają się być niegroźnymi istotami, nie oznacza że tak jest naprawdę. Nigdy nie macie pewności jak się zachowają, kiedy zobaczą nieznajomą osobę. Może się to dla kogoś źle skończyć, a Wam przysporzyć niepotrzebnych problemów, bo to Wy jesteście za nie odpowiedzialni. Trochę wyobraźni, by wszystkim żyło się lepiej. 😉
PPPPS Karolina N. – dzięki za dobre namiary, kolejny raz.

Reklamy

2 thoughts on “I jak tu nie biegać?

  1. Ja trochę zacząłem biegać w tym roku i prawie od razu mi się spodobało, mimo, że wcześniej kojarzyłem bieganie jedynie z wypluwaniem płuc na WF-ie. Ale cóż, do wszystkiego jest potrzebne odpowiednie podejście i nieforsowanie się na początku.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s