Szczerze jak na spowiedzi…

Dzisiejszy wpis będzie z serii tych bardzo osobistych.

Długo zastanawiałam się czy w ogóle jest to miejsce by pisać o takich sytuacjach. No ale… zakładając Szprychy w trasie, jednym z celów, które postawiłyśmy przed sobą było motywowanie innych.

Na blogu, w zakładce O NAS, napisałam:

„Od ponad 1,5 roku zmieniam swoje życie, staram się pokonywać każdego dnia przede wszystkim siebie i swoje słabości a za cel postawiłam sobie udowodnienie innym, że nikt nigdy nie jest na straconej pozycji. Że dzięki ciężkiej codziennej pracy i wierze w siebie można osiągnąć wszystko, bo tak naprawdę każdy z nas zasługuje na sukces i każdy z nas zasługuje na szansę dla siebie.”

Osoby, które mnie znają i z którymi jestem w stałym kontakcie, doskonale zdają sobie sprawę czego dotyczą TE zmiany. Jednak bloga odwiedzają też inni, dla których przypadek Prezesa jest zupełnie obcy.

Co prawda jeszcze nie wierzę, że to robię, ale słowo się rzekło, i nie ma odwrotu.

Chociaż wiecie jak to jest – najtrudniej przyznać się do własnych błędów. A zrobić to publicznie to już w ogóle nie lada wyzwanie.

Ale od początku.

Odkąd tylko pamiętam, a w zasadzie od zawsze, moja waga zdecydowanie odbiegała od ideału. Taaaaa “ideału” – ona nawet nie mieściła się w przedziale “prawidłowa”. A że tak było „zawsze”, to zdążyłam się do tego przyzwyczaić i jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, zwłaszcza że otoczenie akceptowało mnie taką jaką jestem (a w zasadzie byłam, bo od pewnego czasu wiele rzeczy się zmieniło)… 🙂

Jeszcze za czasów dzieciaka, kiedy już powinna zapalić się jakaś lampka, pamiętam jak wszyscy mówili: “Nie ma się czym przejmować, wyrośnie z tego…”
I wiecie co? Cholera! Oni mieli rację… Wyrosłam – i wzdłuż i wszerz… Teraz się z tego śmieję ale uwierzcie mi, jeszcze niedawno było zupełnie inaczej…

Kiedy rozpoczynałam najtrudniejszą chyba walkę – walkę z samą sobą – moja waga wskazywała 133,6 kg. Wiem, wiem… Nie ma się czym chwalić ale takie są fakty, dla tej historii bardzo istotne. Właśnie wtedy zapaliła się czerwona lampka i zrozumiałam, że najwyższy czas coś ze sobą zrobić. Udział w podjęciu tej, jakby nie patrzeć trudnej, decyzji miało kilka osób, którym już wielokrotnie dziękowałam i w tym miejscu robię to po raz kolejny. To dzięki Wam jestem teraz w tym miejscu, w którym jestem a moje życie zmieniło się o 180°.

Lenistwo – to chyba odpowiednie i najbardziej trafne słowo aby opisać co było przyczyną doprowadzenia się do stanu, w którym na wyświetlaczu wagi przy pomiarze tkanki tłuszczowej wyskakuje ERROR…

Nieregularne posiłki, śmieciowe jedzenie, wychodzenie z domu bez śniadania to tylko kilka czynników, które dołożyły swoje „3 grosze” do tego, że jeszcze kilka miesięcy temu wyglądałam jak wyglądałam.

I żadnym wytłumaczeniem nie jest tutaj brak czasu, bo jak się człowiek dobrze zorganizuje to poradzi sobie ze wszystkim. Trzeba tylko dojrzeć do decyzji, że chce się coś zrobić ze swoim życiem. Nie na chwilę, nie na kilka miesięcy ale raz na zawsze!

15.01.2013 r. to BARDZO ważna data w moim życiu. Tego dnia umówiona byłam na pierwszą wizytę u Pani Dietetyk. O zgrozo… Jaka ja byłam wtedy zestresowana… Podejrzewałam, że to może być droga prze mękę, bo przecież albo przyznam się do wszystkich swoich grzeszków (co wbrew pozorom nie jest takie łatwe) i dam sobie jakoś pomóc albo w ogóle zrezygnuję i zostawię wszystko tak jak jest.

Mimo stresu wyrwałam się z pracy i na drżących nogach pojawiałam się przed gabinetem Pani Dietetyk. Wszystkie moje obawy dosłownie wyparowały w chwili kiedy przekroczyłam jego próg i zaczęłam rozmowę z Panią Moniką – kapitalną osobą, która nie dość że postawiła mnie do pionu to jeszcze dała nadzieję, że będzie dobrze.

Godzinna „spowiedź” pozwoliła mi uwierzyć, że coś może się zmienić. Pojawiło się światełko w tunelu, które dało mi nadzieję na to że jeśli trochę się postaram to mogę osiągnąć to o czym marzyłam od zawsze.

„Kurację” rozpoczęłam 26.01.2013 r. Wtedy otrzymałam wszystkie materiały z „Biblią zdrowia” na czele, w której miałam rozpisane wszystkie posiłki. I wbrew pozorom nie było tam tylko sałaty o każdej porze dnia i w każdych ilościach. Takiej różnorodności to ja już dawno nie widziałam! Posiłki były smaczne (no może z wyjątkiem zupki jarzynowej… tfffffu :P), nie wymagały jakichś nadzwyczajnych produktów i nie były aż tak kosztowne ale przede wszystkim zdrowe.

Jednak odpowiednio zbilansowana dieta to przecież nie wszystko. Miałam zacząć chodzić z kijami. Ok, wszystko ładnie, pięknie ale trzeba przypomnieć, że zaczynałam zimą a chodzenie w śniegu po kostki nie należy do najłatwiejszych. Zamiast Nordic Walking uprawiałam zacną dyscyplinę o nazwie „taniec pingwina na szkle”… 😛

Ale jak to mówią: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”, więc dzielnie chodziłam, chodziłam, chodziłam bez względu na pogodę, temperaturę itp. – i rok 2013 zakończyłam z wynikiem 2500 wykijkowanych kilometrów.

Pierwsze efekty zaczęły się pojawiać bardzo szybko a to dodatkowo mobilizowało mnie do dalszej, ciężkiej pracy. Mijały dni, tygodnie a na wadze było mnie coraz mniej. Ubrania, które do tej pory były aż za bardzo dopasowane, zaczęły na mnie wisieć. Dziś jestem lżejsza o 50 kg. Z rozmiaru w porywach 50-52 dotarłam do 40-42. Już dawno nie czułam się tak dobrze jak teraz… Ja w zasadzie chyba nigdy nie czułam się tak dobrze… Jestem po prostu szczęśliwa!

1W maju tego roku kupiłam rower, żeby urozmaicić trochę trening, ponieważ kije zaczęły mnie już nudzić a bieganie mi nie wystarczało. Po pół roku pedałowania (w swoim debiutanckim sezonie) mam prawie 4000 km na liczniku (tym rowerowym, bo jeśli o ścisłość chodzi to należy do tego jeszcze dorzucić 1000 km przebiegniętych i wykijkowanych 😉 ), w lipcu z „13” założyłyśmy Szprychy w trasie, a dziś mamy zaplanowaną dwutygodniową wyprawę rowerową, podczas której zamierzamy pokonać 1500 km w ciągu dwóch tygodni.

Można? MOŻNA!

Gdyby ktoś, jakiś czas temu, powiedział mi, że będę robiła takie rzeczy, to chyba bym się po głowie postukała…

A dziś po swoich głowach stukają się inni, kiedy słyszą o naszych planach. Oczywiście nie wszyscy, ale jest garstka ludzi, którzy komentarzami typu: „I tak nie dacie rady”, „Jak sobie to w ogóle wyobrażacie?”, „Po co Wam to?”, potrafią chyba nie tylko mnie, podnieść ciśnienie (prawda „13”?).
Prawda, prawda.

I wiecie co? Mam ogromną chęć utrzeć nosa tym wszystkim niedowiarkom i udowodnić, że „jeśli tylko potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać.

Uwierz w siebie – niby tak niewiele ale wiele w życiu zmienia!

A teraz czym prędzej wciskam ENTER i niech się dzieje wola nieba…

– Prezes –

 

Trzynastka przeczytała. Dzisiaj jest taka pogoda, że raczej nie zachęca do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Ale gdy czyta się takie wpisy Prezesa i ma się taką osobę pośród znajomych – wszystko jest możliwe. Ponad 10 km przebiegnięte.
Jesteśmy tak skonstruowani, by szukać wymówek. A to brak butów, odpowiedniej odzieży, pogody, ból głowy… Dzięki Prezesowi też zaczęłam intensywniej ćwiczyć. Jest to mój osobisty sukces, gdyż leżąc w gipsie ze śrubami w stopie nie sądziłam, że uda mi się wrócić do takiej ilości aktywności fizycznej. Jednak pokonałam ten strach, który mnie blokował i ruszyłam. Bez specjalnych butów czy ciuchów. To nie one sprawiają, że biegniesz, ćwiczysz – lecz Twoje mięśnie, umysł, siła, wola.
Także, drogi Czytelniku, jeśli chcesz odmieniać swoje zacznij już dzisiaj. Wstań od komputera, zrób kilka skłonów, kilka przysiadów, kilka brzuszków. I tak codziennie.
Koniec z wymówkami.
I nie wmawiaj sobie, że się nie da – Prezes jest najlepszym przykładem na to, że się da!
A jeśli dopadnie Cię gorszy nastrój – napisz do nas – a postaramy się przesłać odpowiednią dawkę energii do walki.

-13-

Reklamy

4 thoughts on “Szczerze jak na spowiedzi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s