Pierwszy raz za granicą… województwa :)

„Nigdy nie zapominajcie o tym, by brać z życia jak najwięcej, nie bójcie się ryzykować, płakać ani być szczęśliwymi. Najważniejsze to być w drodze. Każdego dnia robić krok do przodu.”

 

Miało TORUNąć a jednak się udało…

Czyli cel – Toruń.

Było pakowanie… opisane prawie krok po kroku…

Czyżby?

Niekoniecznie, ale nie to jest teraz ważne.

Planowo wyjazd miał nastąpić o godz. 6:30, ale jak to z nami bywa, nieco się przesunął. Wersje związane z godziną są dwie, niewiele różniące się od siebie. Przyjmijmy, że przygoda zaczęła się pomiędzy 7:08 a 7:20. Na starcie mała pomyłka i zawracanie. Akurat nie było nam to straszne. Zdecydowanie jest to najbardziej opanowany przez Szprychy element jazdy na rowerze na długie dystanse. Pierwszy podjazd okazał się być katorgą dla „13”.

Wierzcie mi… Wówczas pojęłam dlaczego ludzie „odchudzają” rowery. Przy mojej masie jakieś dodatkowe 15-20 kg stanowiły olbrzymią różnicę.

start-2 start-1

Wiatraki i trochę historii

Dalsza podróż była idealna, bez zawracania (a jednak można :P). Przy pierwszym wypadzie jechałyśmy obok wiatraków (pięknych i bardzo starych drewnianych konstrukcji w liczbie 3 szt., których trudno nie zauważyć) w Lednogórze, ale zapomniałyśmy o małym, pomarańczowym aparacie, który trzeba dociskać. Tym razem ruszył w podróż z nami, w związku z czym utrwaliłyśmy te miejsce, ponieważ teren jest ogólnie dostępny i można fotografować do woli 😉 Jak na mój, już nieco przemęczony, gust – warto. Tym bardziej, że historia i tamte czasy były moją pasją.

IMG_8426male IMG_8429male IMG_8433male IMG_8435male

A skoro historia to Gniezno!
Miasteczko, które przywraca wiarę w ludzi. Taaa… Wbrew pozorom Polacy potrafią być uprzejmi. Nie ma nic trudnego w życzeniu komuś miłego dnia, szerokiej i bezpiecznej drogi. Pamiętajcie o tym.
Już, gdy byłam małą, pechową trzynasteczką, te miejsce naprawdę zapadło mi w pamięci. Nic się nie zmieniło. Znowu poczułam, że przenoszę się w czasie. Do pierwszej stolicy Polski, do miejsca, w którym rozegrało się tak wiele ważnych wydarzeń.
Niestety nie mamy za dużo czasu na zwiedzanie katedry. Poza tym, przy takim wysiłku należy
pamiętać o uzupełnianiu energii.

IMG_8441male IMG_8444male IMG_8445male IMG_8447male IMG_8451male

A drugie śniadanie na rynku – mniam. Prezes rozochociła jednego, lekko rozmiękczonego Pana, który zapytał:

– Dużo Wam jeszcze zostało?

A wiecie dlaczego rozochociła? Bo odpowiedziała:

– Setka. 😀

Myślę że Pan pomyślał o czymś zupełnie innym

IMG_8452male IMG_8453male

UFO

Kolejny punkt na trasie, z którego niestety nie posiadamy dokumentacji, to słynne Wylatowo. Takie słynne, że nie wiecie o czym mowa. Nie martwcie się. Już Was wtajemniczamy. Mowa o miejscowości, w której UFO zostawiało piktogramy w zbożu.

Tak jak pisałam wcześniej, astronomia była moją pasją, a UFO jest nieodzownym elementem tej dziedziny nauki. Z wielkimi nadziejami pojechałam do technicznego sklepu, zapytałam czy to ta miejscowość. Miły pan, odpowiedział, że tak i wskazał dokąd należy jechać. Jednak gdy zapytałam, czy w tym roku też są piktogramy, odpowiedział:

– Nie!

Także moi drodzy… W tym roku UFO do Polski nie przyleciało, było za bardzo zajęte tworzeniem „Oka Horusa” w Wielkiej Brytanii. Może jest już tam tak dużo Polaków, że myśleli, że do nas lecą.

Jadąc dalej…

…gdyby ktoś wątpił w nasz talent i energię odpowiemy Wam znakiem…

Jak jest:

IMG_8454male IMG_8456male

Droga doprowadziła nas do miejscowości, gdzie woda i wybrzeże na myśl przywoływało piękną Chorwację. Kamyki, turkusowa woda (może brudna, może już nam się w głowach poprzestawiało). Ale było to idealne miejsce na drugie śniadanie… A raczej obiad (Prezes już nie raz mnie poprawiał, że to był OBIAD! – Bo o tej porze śniadaniem raczej tego nazwać nie można 😛)

Kolejna rzecz, o którą poprosimy czytelników. Pamiętajcie, że jak jesteście na łonie natury to cały syf, który robicie należy posprzątać. Aż złość człowieka bierze, gdy podziwianie pięknych widoków utrudniają latające dookoła śmieci.

 IMG_8461male IMG_8465male

Obiad obiadem, ale jednak za mną cały czas chodziły małe, nieidealne jabłka… Pod pretekstem zrobienia zdjęcia dokonałam drobnej kradzieży… Kodeks wykroczeń nie ma tutaj zastosowania (tak w razie gdyby ktoś się zastanawiał).

IMG_8468male

Gdzieś na trasie… Inowrocław

Miasto, które wywołuje u nas ból głowy na samą myśl… Tutaj tylko i wyłącznie trafiałyśmy na czerwone światło? Jak to możliwe?! Szło nam całkiem dobrze. Patrząc na przejechaną drogę, obie (Prezes prawda? – No ba!) byłyśmy pełne energii. Wydaje mi się, że brało się to z tego, że tym razem miałyśmy cel. Brnęłyśmy by go osiągnąć. W głowie pojawiał się co jakiś czas okrzyk:

„Ciśniesz, ciśniesz!”

„Prawa, lewa, prawa, lewa!”

„Ten podjazd to pikuś, pomyśl, że później trzeba zjechać, nabierzesz tempa!”

„Już niedługo będziesz zapobiegać zakwasom”.

Gniewkowo

Aż tu nagle patrzę a poziom baterii w nowoczesnym telefonie jest bliski końca… Prezesowi chce się pić. Blaszak w Gniewkowie…

Uzupełnienie płynów i prądu.

Nadal trafiamy na miłych ludzi. Pani w „blaszaku” bez problemów podłącza mój telefon do prądu i pozwala mi na małe doładowanie.

Dziękuję.

Gniewkowo okazało się być również miejscowością, która pierwszy raz wzbudziła w nas niemały niepokój jeśli chodzi o pogodę. Niebo zrobiło się gniewne, ciemne, sugerujące byśmy przyspieszyły. Jakieś 8 km przed Toruniem zaczyna kropić. Tempo jakie utrzymywałyśmy to ok. 30 km/h. Dziwne, że dawałyśmy radę mając już tego dnia 150 km „w nogach”.

Szybki postój, zabezpieczenie przedmiotów workami na śmieci i jedziemy dalej…

TORUŃ!!!

Mamy to!

Kierunek → Stare miasto.

Dotarłyśmy. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie co działo się w mojej głowie. Niby dystans niewiele większy od poprzedniego. Ale cel zupełnie inny, świadomość że nie jestem w domu. Stojąc nieopodal Kopernika, wsłuchujemy się w melodię jaką wygrywa na skrzypcach pan stojący obok nas. Czekamy.

Czekamy, aż odbierze nas moja („13”) koleżanka jeszcze z czasów podstawówki i gimnazjum. Akademik, czyli nasz luksusowy hotel (dosłownie!). Dostajemy ręczniki, mydełko. Woda cieplutka, dwa wygodne łóżka…

Polecamy te miejsce!

Co więcej… nasze rumaki trafiają do wspaniałej stadniny (i zostały zabezpieczone w taki sposób, że na usta cisnęło się tylko jedno stwierdzenie: „Co Kierownik złączył, niech nikt nie rozdziela :P… 😀). Prezes to nie było tak … Co 13 złączyła niech szczęście nie rozdziela ! 😛

20140823_173050 IMG_8477male

My natomiast korzystamy z cywilizacji, odświeżamy się i ruszamy zapobiegać potencjalnym zakwasom..

Piwo, jedzenie – Stare Metropolis – porcje takie, że Prezes do dziś ma wyrzuty sumienia i obawy, że będzie się smażył w piekle za tę porcję sałatki z grillowanym łososiem.

Lody – Lenkiewicz (uprzedzam, za 3,50 zł niby jedna gałka a jak co najmniej 3 w Poznaniu. – Swoją drogą, nie wiem jak Ty Sandra, ale ja już dawno nie jadłam tak dobrych lodów).

Później miły trip po starym…

IMG_8469male IMG_8473male IMG_8478male IMG_8481male IMG_8484male IMG_8486male IMG_8494male IMG_8495male

… i do „hotelu”. Dalsze zwalczanie zakwasów, chipsy, czekoladowe ciastka zrobione przez Dominikę. Poduszka i …

Niedziela

Nie pamiętam kiedy zasnęłam, ale kilka minut przed 7 słyszę jakieś szmeranie… Prezes już od 6 nie śpi. Moje powieki są cięższe niż mogłabym to sobie wyobrazić… Po kilkunastu minutach udaje mi się dojść do siebie i ogarnąć. Zapada decyzja, że staramy się wrócić o własnych siłach. Radość, energia, a może zwyczajnie już oszalałyśmy?

Jeszcze trzeba załatwić kilka spraw. Paulina zabiera nas na rynek byśmy mogły zaopatrzyć się w pierniki. Przy okazji zagaduje nas miły pan. Był zainteresowany tym skąd jedziemy i czy to w ogóle możliwe, żeby dziewczyny tak same jeździły. Po czym przeprasza nas za to, że jest nieco wścibski i opowiada o swoim synu. Okazuje się, że chłopak też jeździ na rowerze. I nie tak jak my – rekreacyjnie. Słuchamy na szybko opowieści i wypadzie i wyposażeniu rowerzysty, który w dwa tygodnie zwiedza Szwecję, Danię i coś tam jeszcze. Szkoda, że nie mamy więcej czasu na dłuższą rozmowę.

IMG_8500male IMG_8501male IMG_8504male IMG_8505male IMG_8510male IMG_8511male

Nagle dowiaduję się o domu Kopernika… No przecież nie możemy tego pominąć.

IMG_8514male IMG_8517male IMG_8520male IMG_8521male IMG_8524male

Żegnamy się z Pauliną i śmigamy… A może tak taras widokowy? Oczywiście skręcamy nie tam gdzie trzeba (żadna nowość :P) i trafiamy do jakiś ruin („Ruina” z poznańskiej Śródki nas „prześladuje” :D). Nie oszczędzam energii i jak to na mnie przystało szukam drogi na szczyt… Prezes ściąga mnie na ziemię tłumacząc, że powinnam oszczędzać stopę…

Tak jest!

IMG_8525male IMG_8532male IMG_8535male

 

Długa droga do Poznania…

Jedziemy… Brak energii, wczorajszy dzień i wiatr prosto w twarz dają się we znaki. Pierwszy postój – Orlen. Doładowanie baterii kawą z czekoladą i batonikiem… Chociaż nie wyglądamy, to naprawdę jesteśmy wstępnie przygotowane na to, że dojedziemy do Poznania. A już na pewno do Gniezna.

IMG_8538male IMG_8537male IMG_8539male

Niestety w przeklętym mieście czerwonych świateł niebo zaczyna się chmurzyć. Trafiamy na BP przy wylocie i decydujemy się, że przeczekamy. Kilka słów zwątpienia, rozmowa z przesympatycznymi sprzedawcami na stacji i stwierdzamy, że jednak przeprosimy PKP.

IMG_8544male

Problem w tym, że gdy opuszczamy stację (w pogoni za pociągiem), deszcz zaczyna bardziej padać. Przemoczone, przemarznięte odnajdujemy dworzec… Jeśli można to tak nazwać… Dworzec tymczasowy w Inowrocławiu zaskakuje nas…

Pociąg też – okazuje się być opóźniony. Całe szczęście niewiele.

IMG_8545male IMG_8549male IMG_8550male IMG_8552male

Wskakujemy z gracją do wagonu i… nie mamy gdzie usiąść. Przypinam sprytnie rowery i zajmuję miejsce na podłodze. Zaraz obok Prezesa. Trzęsie tak, że nie wiem już czy się śmiać czy płakać. Stopy mi zamarzają. Szybka decyzja – zmiana skarpetek. Zawsze to coś. Niecałe 2 godz. Później jesteśmy w Poznaniu…

Podziękowania

Dziękuję dziadkowi za rower i za to, że zawsze popierał moje najgłupsze pomysły niezależnie od tego czy były one racjonalne czy nie. A także wielkie dzięki Tym, którzy zawsze mnie wspierają!

-13-

A Prezes dziękuje „13” za to, że podłapała tak szybko ten szalony pomysł i już po tygodniu od wyznaczenia celu podróży siedziała ze mną na Starym Mieście pod pomnikiem Kopernika w Toruniu. Oraz osobie, której nie będę wymieniać z imienia i nazwiska, bo myślę że Ona doskonale wie o kogo chodzi, a bez której nie ruszyłabym się chyba z fotela… Jeśli to czytasz, to jeszcze raz WIELKIE dzięki! 😉

-Prezes-

UWAGA! Kolor niebieski dopiski Prezesa, który również musiał wtrącić swoje 3 grosze… 😛

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s