„Pora na aktywną sobotę”

Niby pustki, do tego brak chronologii, ale myślę, że dla zainteresowanych nie będzie to
kłopotem.
Weźcie, proszę pod uwagę, że „szprychy w trasie” to dwie kobiety 😉 W związku z powyższym
w naszych wpisach będzie taki ład jak w damskiej torebce 😉

Początek sierpnia, piękny poranek…

W mojej głowie (po nieprzespanej, pełnej siatkarskich emocji nocy) pojawił się genialny
pomysł pod dumnie brzmiącym tytułem:

Pora na aktywną sobotę”.

Skromny plan mózgu pracującego na zwolnionych obrotach (jeśli jeszcze pracował)
obejmował dwie dyscypliny sportowe. Bieganie i rower. Taki mini duathlon.

Przy czym, jak to z „13” bywa, bez przygód się nie obyło.

Pierwszy etap

Bieganie – bez niespodzianek. Trochę w stopie chrupało, ale jest to już
normalnością do której idzie przywyknąć.

Drugi etap – rower.

I tu zaczęły się schody. Niewypoczęty organizm nie jest w stanie reagować na
bodźce w normalnym tempie. Pierwsza nieprzyjemność miała miejsce już na
samym początku. Po 2 km prawie wywinęłam orła w stylu Prezesa (trzeźwość
śpiącego umysłu pozwoliła mi na utrzymanie równowagi). Jakie były skutki upadku
wyżej wspomnianej Szprychy wielu z Was wie. Także moje szczęście w nieszczęściu.
Kolejna niespodzianka była zapierająca dech w piersiach…

Próbowaliście zderzenia czołowego na rowerze, przy prędkości około 25 – 30 km/h?
Efekt – dwie nogi są nieco przetrącone.

/Przetrącone w tej sytuacji to mało powiedziane. Mija już trzeci tydzień od tej akcji
a mój mięsień wciąż jest zbity. Tylko siniaka już prawie nie ma – ufff./

Apeluję do Was!

Zachowajcie ostrożność, pamiętajcie o kasku! Wbrew pozorom, stłuczki rowerowe
też się zdarzają. Dobrym rozwiązaniem są też ochraniacze. Szczególnie dla najmłodszych rowerzystów.

Następna dobra wiadomość – tym razem przez chwilę straciłam orientację w terenie
i ogarnęły mnie wątpliwości „czy to jeszcze Poznań?”. Czyli spotkałam kury,
kaczki itp – prawie jak w domu ;P

Zostałam również zaatakowana przez głód, ale na horyzoncie pojawiły się ONE.
Dzikie, dorodne, błyszczące w słońcu, skupiające na sobie całą moją uwagę…
JABŁKA.
Wiedziałam wtedy, że jestem uratowana i nic złego nie może się zdarzyć 🙂

IMG_8087 IMG_8090

A tak swoją drogą zorientowałam się, że wtedy minęły dwa lata od „wypadku”
więc mogłam siedzieć w domu.

Uważajcie na siebie.
A już wkrótce szczegóły planowanej przez nas wyprawy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s