Bielsko -> Dąbrowa -> Kraków -> Piła -> Warszawa -> AMERYKA, czyli słów kilka o dzisiejszej wyprawie

Było pod górkę, było pod wiatr, było piekielnie gorąco, tak w skrócie można opisać dzisiejszy wypad, który był naprawdę ciężki.

MOC

Nie dość, że jechałam sama, to jeszcze kilkakrotnie zmieniałam plan trasy (przed samym wyjazdem). Głównym założeniem było pobicie własnej życiówki, która do dziś wg. Endomondo wynosiła 138,60 km (pokonane w 08:08:16). Zatem było się trzeba nieźle namęczyć zanim pojawiło się światełko w tunelu i nadzieja na rekord.

Samotne wyprawy mają to do siebie, że z jednej strony można wiele przemyśleć i zastanowić się nad sensem niektórych spraw, z drugiej natomiast jazda przez kilka godzin w odosobnieniu potrafi w pewnym momencie przytłoczyć. Wiecie jak to jest. W kupie raźniej. No i kiedy się zabłądzi jest kogo „obwiniać” za wybranie złej drogi. 😉

Początek wyprawy zaplanowany był na godzinę 6 rano, a sam budzik ustawiony został na 5. Jednak tak już mam, że kiedy tylko zbliża się weekend i wiem, że będzie konkretne pedałowanie, to budzik nie jest potrzebny. Ostatecznie o 4:30 byłam już na nogach, by o 5:30 wyruszyć w trasę. Mówię Wam, w sobotę, po pobudce o tak wczesnej porze, należy jak najszybciej wyjść z domu, zanim mózg zacznie podejrzewać, że to co robimy jest bez sensu… Sprawdzone. Potwierdzone. Działa! 🙂

IMG_20140809_164737 IMG_20140809_164637

Już na samym początku pojawiły się problemy, bo zapomniałam karty pamięci do aparatu… :/ Stąd jakość zdjęć sponsoruje dziś mój kieszonkowy kalkulator. 😛

Sama trasa do łatwych nie należała. Był asfalt, były leśne drogi, górki, zjazdy a miejscami takie wertepy, że poziom wytrzęsienia tyłka w skali 10-stopniowej: +100. 🙂

Do ok. 40 km było w miarę płasko, później zaczęły się problemy. Tak jak w życiu bywa, tak również w trasie jak tylko pojawi się jakiś zjazd, to za chwilę przed oczami wyrasta taka góra, że trudno ją ogarnąć… 🙂

Pierwsza naprawdę konkretna, może nie bardzo stroma ale mimo wszystko wymagająca, dzięki której miałam dziś 3 stany przedzawałowe i przeżyłam chyba 2 śmierci kliniczne pojawiła się w miejscowości Łężeczki, przy dojeździe do punktu widokowego. I o ile wjeżdżając na parking, wyglądałam jakby ktoś ze mnie zrobił po drodze tatara, o tyle sam widok wynagrodził trudy wspinaczki.

IMG_20140809_100409 IMG_20140809_164419 IMG_20140809_164522

Kolejne dwie pojawiły się w Chalinie, do którego wcale nie miałam zamiaru jechać, i tam już tak „łatwo” nie było. Naiwnie sądziłam, że akurat tam będę miała z górki, jednak kierunki mi się trochę pomyliły i ostatecznie zamiast „z górki” miałam „pod górę”. A to niespodzianka…

IMG_20140809_164839IMG_20140805_182638

No ale w związku z tym, że twardym trzeba być, łatwo się nie poddałam. I po kilku przystankach na uzupełnienie płynów i rozluźnienie mięśni, po kilku godzinach ciągłego pedałowania, dojechałam do domu, a na wyświetlaczu telefonu zobaczyłam upragnione cyferki: 144,60 km. 🙂 Mało tego. Ten dystans pokonałam o godzinę szybciej od poprzedniego rekordu. 🙂

Czy mogło być więcej? Na pewno. Zapas MOCy jest jeszcze duży, a to dobry prognostyk na planowaną od kilku dni wyprawę, która odbędzie się najprawdopodobniej za dwa tygodnie. Tym razem z Kierownikiem.

„Prezes”

Advertisements

2 thoughts on “Bielsko -> Dąbrowa -> Kraków -> Piła -> Warszawa -> AMERYKA, czyli słów kilka o dzisiejszej wyprawie

  1. Piszę, ponieważ wiem, że o wiele przyjemniej pisze się bloga, kiedy jest odzew od czytelników 😉 Takie trasy,, kiedyś to było moje marzenie. Też prowadzić takiego bloga i robić takie trasy. Ale mój towarzysz wiecznie nie ma czasu a samemu też słabo. Póki co, moja życiówka wynosi 40km zaledwie.. Poza tym denerwuje mnie, że wiecznie jeżdżę tymi samymi trasami. Ale mieszkam na wylocie z miasta i łatwiej jest jechać tędy niż pchać się przez calutkie miasto, żeby wyjechać drugą stroną.. Bo jazda przez miasta to męczarnia.. 😉

    Lubię to

    1. Jazda przez miasta i po bardziej ruchliwych drogach zdecydowanie do najprzyjemniejszych nie należy. Dlatego najczęściej staramy się planować nasze wyprawy drogami leśnymi lub mniej uczęszczanymi. 🙂 Chociaż nie zawsze jest to łatwe.
      Dziękujemy pięknie za pierwszy komentarz na naszym blogu! (Mamy nadzieję, że nie ostatni…)
      Zapraszamy do regularnego odwiedzania naszej witryny 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s