1-60/70 km.

Z całą pewnością pierwszy post powinien dotyczyć historii z serii „a zaczęło się od…”. Na to jeszcze przyjdzie czas. Póki co grunt, żebyście wiedzieli, że zjednoczyła nas siatkówka, a w szczególności jedna z naszych najlepszych siatkarek.

Na rowerze zaczęłam jeździć jak… nie no poczekajcie. To wciąż łapie się do worka z „zaczęło się od…”

Także pewnej soboty Prezes wpadła do mnie z rowerem i ruszyłyśmy w trasę. Miało być w miarę lekko i przyjemnie. Podróż już wcześniej zaplanowana  – jedyne 124 km. Jednakże schody zaczęły się już na samym początku. Zgubiłyśmy się w okolicach Swarzędza. Nie ukrywam, błądzenie zajęło nam sporo czasu. Przy czym najgorsze jest wtedy to, co odbywa się na zapleczu, czyli w umyśle rowerzysty. Pojawiają się teksty „jeśli nie udaje się już na starcie to po co jechać dalej…”, „chyba nie jestem do tego stworzona”, „może to najwyższa pora żeby zawrócić…”.

Gadanie, tzn. myślenie…

Moje słabości pojawiają się w okolicach 5 km.

Co wtedy się dzieje?

Zaczynam się zastanawiać nad sensem wyjazdu, podróży, poświęcania całego dnia na to, żeby siedzieć na siodełku i pedałować, pedałować i jeszcze raz pedałować. Tak naprawdę, skoro to sobota, mogłabym dłużej pospać, posprzątać mieszkanie, obejrzeć jakiś film. Ale nie… przecież lepiej się przetyrać, spocić, zamęczyć swój organizm, wstać skoro świt.

A jednak jest w tym jakiś sens, czyli pomiędzy 10 a 60 kilometrem.

Zaczynam dostrzegać przyjemność, wolność i satysfakcję z podróży. Z naciskiem na wolność, której w tym momencie nikt mi nie może odebrać. Jestem tylko ja, moje myśli i wiatr we włosach… No i Prezes 😉
Nie myślę już o minusach a o plusach. A może i nie myślę. Bywają momenty, gdy śpiewam, rozpościeram ręce i lecę, gadam głupoty. Po czym przekraczam barierę 60/70 km i znowu wszystko wraca do myślenia z 5 km, który już poza psychiką rozpływa się po mięśniach.

60/70 km

Znowu nic mi się nie chce… znowu trzeba gdzieś zawracać. Cała wyprawa nie ma większego sensu. Generalnie nabija się kilometry ale czemu to ma służyć? No już niech ten dom wyłania się zza horyzontu…

Pomidory.

I w tym momencie pojawia się tabliczka „sprzedaż pomidorów”. Wiecie jakie znaczenie ma świeży pomidor, ten smak, ta jakość. Z tego miejsca dziękuję nieznanej Pani za tego pomidora. Był to jeden z najsmaczniejszych pomidorów za free jakie miałam okazję zjeść….

c.d.n.

„13”

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s